A było to tak...
Przyjechaliśmy z Harlemem do Yara, gdzie zastaliśmy jego MR-a (jeszcze niekompletnego) już na swoim nowym miejscu...
Fotka przedstawia Harlema podczas wiercenia otworów pod kotwy ....
Tu ja podczas rozwiercania otworów na 30mm ... (wklejaliśmy szpilki ø 24mm na żywicę Fischer-a)
Po wklejeniu kotew przyszedł czas na wybicie zażartych klinów z poduszki szaboty i bijaka...tu bardzo przydał się mój palnik z dyszą wielootworkową do podgrzewania ...Grzaliśmy mocno wzdłuż klina aż metal rozpalił się do czerwoności....
Po tej operacji musieliśmy się jeszcze sporo namachać 6 kg młotem aby je powybijać....
Było ciężko - ale się udało...
Wybite elementy trzeba było oczyścić - co też uczyniliśmy a kliny były zbyt grube i wymagały korekty szlifierskiej aby weszły głębiej w swe gniazda i nie wystawały za dużo - co wcześniej nie było zbyt bezpieczne...
Młotki - dolny i górny też były już mocno ubite... dolny miał wgłębienie na ok 2mm a górny był rozklepany na grzyba...ale od czego są gumówki....zregenerowaliśmy płaszczyzny aż miło ;-)
Uzyskaliśmy w ten sposób taki efekt....
Następnie zamontowaliśmy bijak i prowadnice - których jedna wymagała regeneracji przez naspawanie płaskownika wypełniającego ubytek....
Oto i on.... - MR 80 po złożeniu - jeszcze bez osłon....
Po złożeniu nie mogliśmy się powstrzymać przed wypróbowaniem bestii...
I trzeba przyznać , że ma niezłego kopa... z pręta kw 20x20mm zrobił się płaskowniczek 2mm gruby ....
Tyle mojej relacji...
P.S.
Yaro i Paulina ugościli nas bardzo miło za co serdecznie dziękujemy.....