Bobry chleb, taki na zakwasie, w naszym menu to siła i zdrowie. Nie będę dorabiał w tym temacie żadnej historii, w naszym domu od 1,5 roku jemy tylko chleb swojego wypieku, i uwierzcie mi, nie wyobrażam sobie życia bez niego. Zjadam go 2 x mniej jak kiedyś kupnego, a pary w łapach 4 x więcej
Oczywiście nie samym chlebem człowiek żyje, serek, jajeczko, wędlinki, zieleninka jakowaś i co kto tam lubi też trzeba jeść. O smalczyku ze skwareczkami i browarkiem zapomniałem
Poniżej zamieszczam przepis mojej żony na chleb (ja robię za maszynę do mieszania)
Do domowego wypieku chleba na zakwasie potrzebne są:
1) mąka żytnia, bardzo bobra jest też żurkowa (1,80 zł/kg), dobra bo tania, a te gotowe miksy orkiszowe czy jakieś tam po 5 - 6 zł, to naciąganie klienta;
2) mąka pszenna zwykła (czym wyższy przemiał tym lepiej, ale może być 650, ostatecznie 450);
3) zaczyn inaczej zakwas (jedno i drugie to jest to samo);
4) dodatki, nieobowiązkowe, takie jak ziarna słonecznika, dyni, otręby, siemię lniane, płatki itd. co kto lubi;
5) sól;
6) woda.
Najważniejsze w przygotowaniu ciasta na chleb i samego wypieku jest czas. Dlatego proces ten przedstawię w cyklu dobowym.
Dzień I
Godz. 18.00
Przystępujemy do „rozmnożenia” zaczynu. W tym celu do dużego garnka (ok. 5l) lub dzieży wsypujemy:
1) ok. 450 g mąki żytniej;
2) ok. 450 g mąki pszennej;
3) zaczyn (ze słoiczka);
4) 450 – 500 ml wody.
Całość dokładnie wymieszać łyżką drewnianą, gdyby było za „twarde” dodać troszkę wody, przykryć lnianym ręcznikiem i odstawić w temperaturze pokojowej.
Godz. 20.00
Odłożyć trzy łyżki stołowe zaczynu na następny wypiek do słoiczka (słoiczek pojemności ok 0,3l, nie mniejszy i nie zakręcać mocno!) i wstawić do lodówki. Można przechowywać max. do dwóch tygodni.
Dzień II
Godz. 8.00-9.00
Do rozmnożonego zaczynu dodać:
1) ok. 600 g mąki pszennej;
2) ~250 ml wody;
3) 3 łyżeczki soli;
4) ok. szklanki dodatków, jeżeli takowe lubimy, a jak bardzo to jeszcze więcej, ale bez przesady, bo jakiś keks kyjdzie.
Całość dokładnie wymieszać ręką, aż ciasto będzie odchodzić od dłoni. Gdyby ciasto było za twarde dodać trochę wody, a gdy za rzadkie, mąki. Odstawić na ok. 20 min., po tym czasie wyłożyć ciasto do foremek wcześniej wysmarowanych bardzo delikatnie olejem. Foremki powinny być takiej wielkości, aby po włożeniu do nich ciasta zajmowało ono 2/3 jej wysokości (patrz zdjęcie).
Foremki z ciastem przykryć lnianym ręcznikiem i odstawić w temperaturze pokojowej ( nie przy piecu, czy kaloryferze, bo zacznie za szybko „garować”). Po upływie ok. 3 godzin należy obserwować wzrost ciasta. Jeżeli zacznie „wychodzić ponad foremki, oznacza to, że nadszedł czas wypieku.
Chleb wkładamy do zimnego piekarnika, włączamy i pieczemy w temp. ok. 150 oC przez ok. 40 - 50 min. (tak jak ciasto drożdżowe). Wszystkie parametry pieczenia podane wyżej są orientacyjne, dlatego też należy obserwować cały proces i ustalić własne nastawy. Pamiętajmy, że każdy piekarnik piecze inaczej! Może my chłopy o tym nie wiemy, ale nasze panie to wiedzą o co chodzi
Gdy chleb będzie gotowy (jasnobrązowy) wyjmujemy z piekarnika, i od razu też, gorący z foremek. Bez obaw, nie klapnie. Można go posmarować z wierzchu zimną wodą, ale niekoniecznie. Chleb odstawić (jak na zdjęciu), nie przykrywać, i co godzinę obracać na boki w celu odparowania nadmiaru wilgoci, która nadal jest w chlebie. Dopiero wieczorem można schować do woreczków foliowych, można lnianych. W woreczkach foliowych w temperaturze pokojowej, a w chłodnej spiżarni w woreczkach lnianych, chleb zachowa świeżość nawet 5 – 6 dni.
Powyższe proporcje są dopasowane do dwóch foremek 25 cm x 12 cm. Jeżeli wypiek będzie w większych foremkach, w drugim dniu zamiast 600 g dodać więcej mąki pszennej i trochę więcej wody.
Jeżeli chleb nie wyjdzie za pierwszym razem, nie zrażać się, następny będzie lepszy. Należy samemu wyczuć wszystkie parametry. Wpływ na wzrost ciasta ma nie tylko temperatura w pomieszczeniu, ale pogoda jaka panuje na zewnątrz czy też pora roku.
Zanim doszliśmy do stanu jak na zdjęciach przez dwa tygodnie jadłem żytnio-przenne cegły, też dobre ino trochę gliniaste, ale opłaciło się
A skąd zakwas? Jeśli będzie zainteresowanie, to napiszę w następnym poście
