Smoczysław
Moderatorzy: Nomad, BANAN, Marcin, Nikiel
-
Krzysztof Assman
Rysowanie/malowanie nie zawsze idą w parze z rzeźbą. Może gdzieś 40% twórców 2D dobrze radzi sobie z formami przestrzennymi. Za to nie znam nikogo, kto zna się na rzeźbie i nie umie malować. W życiu wiele nie rzeźbiłem, ale, mimo niewielkiego doświadczenia coś tam potrafię. Z malowaniem też zawsze sobie nieźle radziłem, ale co dziwne, z rysunku już jestem kiepski. Laik pewnie powie inaczej, ale ja wiem swoje.
Tak w ogóle, to Smoczysław powstaje na bazie mojego ostatniego i nieskończonego rysunku sprzed siedmiu lat:

Nie jest to wierny plan, bo kilka rzeczy zmieniłem świadomie, a kilka po prostu spieprzyłem
PS: Błagam o litość, nie przyglądajcie się zbytnio uzbrojeniu postaci z rysunku
Tak w ogóle, to Smoczysław powstaje na bazie mojego ostatniego i nieskończonego rysunku sprzed siedmiu lat:

Nie jest to wierny plan, bo kilka rzeczy zmieniłem świadomie, a kilka po prostu spieprzyłem
PS: Błagam o litość, nie przyglądajcie się zbytnio uzbrojeniu postaci z rysunku
-
Krzysztof Assman
No ja własnie jestem laik w rysunku , i to co przedstawiłeś robi na mnie wrażenie . Ja plastycznych zdolności nie mam nic . Bardziej ze mnie technik niż plastyk . Jestem ślusarzem , i mam wyrobioną dokładność , a widzę że w kowalstwie to nie oto chodzi . Tu nie ma być symetrii ani dwóch detali identycznych .
Jeżeli pozwolisz to z ciekawości spróbuje w wolnej chwili wykonać kawałek nogi takiego smoczysława , tak dla zaspokojenia własnej ciekawości , choć sukcesów to sobie nie wróżę . Na razie uczę się prostych rzeczy . Adeptem kowala jestem od dwóch tygodni .
Jeżeli pozwolisz to z ciekawości spróbuje w wolnej chwili wykonać kawałek nogi takiego smoczysława , tak dla zaspokojenia własnej ciekawości , choć sukcesów to sobie nie wróżę . Na razie uczę się prostych rzeczy . Adeptem kowala jestem od dwóch tygodni .
-
Krzysztof Assman
W poprzednim opisie zapomniałem wspomnieć o poważnym błędzie, który popełniłem. Błędem tym było zapytanie mojego ówczesnego kierownika o grubość uda, które wyglądało wtedy tak:

Nie byłem pewny czy to zmienić, czy zostawić. Obca opinia miała ostatecznie zadecydować. Kiero powiedział, że jest zdecydowanie za grube. Tak konkretna odpowiedź utwierdziła mnie w przekonaniu, że jednak trzeba to zmienić. Ostro rzuciłem się do pracy żeby na poprawki stracić możliwie najmniej czasu.

Cyknąłem foty i się z tym przespałem. Gdy następnego dnia ponownie zobaczyłem tą nogę, to w pierwszej wolnej chwili ze srogim wk*rwem ponownie rzuciłem się na udźca w celu przywrócenia mu pierwotnego kształtu. Już nigdy później nie wziąłem sobie do serca uwag kogoś, kto w moim mniemaniu nie ma dość wyobraźni.

Zacząłem wykańczać nogę łuskami uznając, że póki jest wolna od podstawy, można ją swobodnie obracać.

Po tej focie widać doskonale jak ewoluowały moje łuski. Zaczynałem od łydki, gdzie smarki są nieregularne, chaotyczne, bez jakiegoś głębszego zamysłu. Dopiero na udzie powstała uporządkowana systematyka. Mniej więcej w ten sposób robić będę łuski na reszcie ciała. Jednak nie tylko wygląd samych łusek jest ważny, ale też i ich ułożenie względem sąsiadów. Tutaj jeszcze tego nie wiedziałem, chociaż widać zaczątki zrozumienia tego fucktu. Układałem łuski po łuku, poprzecznie do biegu ścięgien mięśni. To nieznacznie, ale jednak podkreślało kształty mięśni.
Wymyśliłem sobie, że najlepiej będzie smoka ukrzyżować. Myślałem tylko o tym, by taki krzyżak ułatwiał mi dalsze prace oraz by łatwo zamocować Smoczysława u szczęśliwego nabywcy. Jednak nie przemyślałem kwestii estetyki tego mocowania. Niestety rzeźba jest na obecnym etapie zdecydowanie za ciężka by próbować zmienić jej podstawę. Pewnie przykryję krzyżak blachą, ale to daleka przyszłość.

Jako, że jedną nogę miałem z głowy (zabawnie to brzmi
). To wróciłem do drugiej.

Dopiero tutaj widać jak wiele nauczyłem się przez ten czas. Od tej pory nie wiele zmieniła się technika wyprowadzania bazowych kształtów, a potem ich wypełniania.
W tle drugiej foty widać ścinki. Obecnie nie występują one w takich ilościach, bo są systematycznie wykorzystywane. To bardzo pożądany materiał, którego zawsze jest za mało.
Zatrzymałem na chwilę prace nad nogą, by zająć się czymś bardziej ekscytującym. Zacząłem z kształtownika 20x20 tworzyć szkic linii kręgosłupa. To jednocześnie drogowskaz, jak i szkielet dla późniejszej formy, która go przykryje. By kształtownik biegł po krzywej linii wycinałem zeń trójkąciki przecinając 3 ścianki od strony, w którą miałem go zagiąć.

Na ostatniej focie widać, że nieskończonej nogi nie zamontowałem na stałe. Jest wsuwana na kształtownik 20x20 dzięki małym obejmom z 25x25x2.
Teraz, kiedy miałem już płaski zarys konturów, mogłem je ożywić wprowadzając je w trzeci wymiar.

Gdy już się nacieszyłem widokiem ogromu mego bydlaczka, to mogłem wrócić do nieukończonej nogi.
To kolano to efekt moich długich macanek uskutecznianych podczas stania na lewej nodze. Na około 5 minut pracy przypadało 10 minut macania się po kolanie by rozgryźć o co tu chodzi. Nadal nie mam pojęcia jak i gdzie biegną tam mięśnie i ścięgna, ale tak czy siak z efektu jestem bardzo zadowolony.

Na focie niżej widać, że już załapałem jak robić łuski. Po pierwsze nie robiłem już okrągłych, a elipsowate. Prowadziłem je wzdłuż ścięgien, jedna za drugą. W miejscu, gdzie zaczynał się mięsień, rozgałęziałem sznurki łusek. Po drugiej stronie mięśnia te linie znów się zbiegały. Przestrzeń, która pozostała między kilkoma rzędami takich linii gładko przeprowadziłem w co raz to mniejsze elipsy. Być może wydaje się to nie istotne, ale wiem, że ma to bardzo pozytywny wpływ na podkreślenie kształtu mięśnia dwugłowego łydki.

Powoli można było już zacząć tworzyć podwozie. Słabymi spawami przyłapałem kilka pierwszych płaskowników do pierwszej nogi, a potem kleiłem do nich następne.

Gdy waga podwozia zaczęła już zagrażać spawom, to smarknąłem proste haczyki z odpadów.

Robiłem tak ponieważ ciężko się spawa od spodu, więc chciałem zdjąć ten element, wykończyć go i zamontować ponownie.
Kiedy uznałem, że spód miednicy osiągnął wystarczające rozmiary, to zdjąłem go i...:

Demontaż i wykończeniówa
Na filmiku tego nie pokazałem, a i zdjęć z tego nie mam, ale odwaliłem w ten sposób niezłego bubla. Po zdjęciu misy miednicy poprowadziłem do końca wszystkie niedopowiedziane spawy, a potem dodatkowo nagrzałem całość tworząc łuski. Te wszystkie działania wpłynęły masakrycznie na kształt misy. Wszystko było dość ścisło spasowane, więc gdy próbowałem po tych zabiegach ponownie zamocować podwozie, to za cholere się nie dało tego zrobić. Odkształcenia były zbyt ogromne. Dopiero wtedy namacalnie odczułem jak wielkie odchyłki tworzą spawy. Przez chwile pomyślałem, że ogromna ilość pracy poszła na marne. Ale szybko wymyśliłem rozwiązanie. Miałem całkiem spore ściski stolarskie. Były zbyt małe by objąć całą misę, ale zahaczając jeden o drugi uzyskałem odpowiednią długość. W ten sposób złapałem dwie ścianki czterema ściskami w dwóch miejscach. Ściągnąłem je bliżej siebie i na największej mocy migomatu, smarknąłem przez całą długość głęboki spaw, który najwyraźniej usunął naprężenia. Wszystko się mniej więcej spasowało i odetchnąłem z ulgą. Od tej pory staram się na bieżąco spawać wszystkie kawałki i możliwie jak najwięcej łusek przed zdjęciem elementu do dalszej obróbki.
Dopiero teraz na tym filmiku widzę, że wtedy jeszcze nie potrafiłem utrzymać stabilnego łuku podczas spawania. Niedawno skończyłem ponad miesięczny kurs na MAGa, wiec to się już na szczęście poprawiło :]
CDN...
Nie byłem pewny czy to zmienić, czy zostawić. Obca opinia miała ostatecznie zadecydować. Kiero powiedział, że jest zdecydowanie za grube. Tak konkretna odpowiedź utwierdziła mnie w przekonaniu, że jednak trzeba to zmienić. Ostro rzuciłem się do pracy żeby na poprawki stracić możliwie najmniej czasu.
Cyknąłem foty i się z tym przespałem. Gdy następnego dnia ponownie zobaczyłem tą nogę, to w pierwszej wolnej chwili ze srogim wk*rwem ponownie rzuciłem się na udźca w celu przywrócenia mu pierwotnego kształtu. Już nigdy później nie wziąłem sobie do serca uwag kogoś, kto w moim mniemaniu nie ma dość wyobraźni.
Zacząłem wykańczać nogę łuskami uznając, że póki jest wolna od podstawy, można ją swobodnie obracać.
Po tej focie widać doskonale jak ewoluowały moje łuski. Zaczynałem od łydki, gdzie smarki są nieregularne, chaotyczne, bez jakiegoś głębszego zamysłu. Dopiero na udzie powstała uporządkowana systematyka. Mniej więcej w ten sposób robić będę łuski na reszcie ciała. Jednak nie tylko wygląd samych łusek jest ważny, ale też i ich ułożenie względem sąsiadów. Tutaj jeszcze tego nie wiedziałem, chociaż widać zaczątki zrozumienia tego fucktu. Układałem łuski po łuku, poprzecznie do biegu ścięgien mięśni. To nieznacznie, ale jednak podkreślało kształty mięśni.
Wymyśliłem sobie, że najlepiej będzie smoka ukrzyżować. Myślałem tylko o tym, by taki krzyżak ułatwiał mi dalsze prace oraz by łatwo zamocować Smoczysława u szczęśliwego nabywcy. Jednak nie przemyślałem kwestii estetyki tego mocowania. Niestety rzeźba jest na obecnym etapie zdecydowanie za ciężka by próbować zmienić jej podstawę. Pewnie przykryję krzyżak blachą, ale to daleka przyszłość.
Jako, że jedną nogę miałem z głowy (zabawnie to brzmi
Dopiero tutaj widać jak wiele nauczyłem się przez ten czas. Od tej pory nie wiele zmieniła się technika wyprowadzania bazowych kształtów, a potem ich wypełniania.
W tle drugiej foty widać ścinki. Obecnie nie występują one w takich ilościach, bo są systematycznie wykorzystywane. To bardzo pożądany materiał, którego zawsze jest za mało.
Zatrzymałem na chwilę prace nad nogą, by zająć się czymś bardziej ekscytującym. Zacząłem z kształtownika 20x20 tworzyć szkic linii kręgosłupa. To jednocześnie drogowskaz, jak i szkielet dla późniejszej formy, która go przykryje. By kształtownik biegł po krzywej linii wycinałem zeń trójkąciki przecinając 3 ścianki od strony, w którą miałem go zagiąć.
Na ostatniej focie widać, że nieskończonej nogi nie zamontowałem na stałe. Jest wsuwana na kształtownik 20x20 dzięki małym obejmom z 25x25x2.
Teraz, kiedy miałem już płaski zarys konturów, mogłem je ożywić wprowadzając je w trzeci wymiar.
Gdy już się nacieszyłem widokiem ogromu mego bydlaczka, to mogłem wrócić do nieukończonej nogi.
To kolano to efekt moich długich macanek uskutecznianych podczas stania na lewej nodze. Na około 5 minut pracy przypadało 10 minut macania się po kolanie by rozgryźć o co tu chodzi. Nadal nie mam pojęcia jak i gdzie biegną tam mięśnie i ścięgna, ale tak czy siak z efektu jestem bardzo zadowolony.
Na focie niżej widać, że już załapałem jak robić łuski. Po pierwsze nie robiłem już okrągłych, a elipsowate. Prowadziłem je wzdłuż ścięgien, jedna za drugą. W miejscu, gdzie zaczynał się mięsień, rozgałęziałem sznurki łusek. Po drugiej stronie mięśnia te linie znów się zbiegały. Przestrzeń, która pozostała między kilkoma rzędami takich linii gładko przeprowadziłem w co raz to mniejsze elipsy. Być może wydaje się to nie istotne, ale wiem, że ma to bardzo pozytywny wpływ na podkreślenie kształtu mięśnia dwugłowego łydki.
Powoli można było już zacząć tworzyć podwozie. Słabymi spawami przyłapałem kilka pierwszych płaskowników do pierwszej nogi, a potem kleiłem do nich następne.
Gdy waga podwozia zaczęła już zagrażać spawom, to smarknąłem proste haczyki z odpadów.
Robiłem tak ponieważ ciężko się spawa od spodu, więc chciałem zdjąć ten element, wykończyć go i zamontować ponownie.
Kiedy uznałem, że spód miednicy osiągnął wystarczające rozmiary, to zdjąłem go i...:
Demontaż i wykończeniówa
Na filmiku tego nie pokazałem, a i zdjęć z tego nie mam, ale odwaliłem w ten sposób niezłego bubla. Po zdjęciu misy miednicy poprowadziłem do końca wszystkie niedopowiedziane spawy, a potem dodatkowo nagrzałem całość tworząc łuski. Te wszystkie działania wpłynęły masakrycznie na kształt misy. Wszystko było dość ścisło spasowane, więc gdy próbowałem po tych zabiegach ponownie zamocować podwozie, to za cholere się nie dało tego zrobić. Odkształcenia były zbyt ogromne. Dopiero wtedy namacalnie odczułem jak wielkie odchyłki tworzą spawy. Przez chwile pomyślałem, że ogromna ilość pracy poszła na marne. Ale szybko wymyśliłem rozwiązanie. Miałem całkiem spore ściski stolarskie. Były zbyt małe by objąć całą misę, ale zahaczając jeden o drugi uzyskałem odpowiednią długość. W ten sposób złapałem dwie ścianki czterema ściskami w dwóch miejscach. Ściągnąłem je bliżej siebie i na największej mocy migomatu, smarknąłem przez całą długość głęboki spaw, który najwyraźniej usunął naprężenia. Wszystko się mniej więcej spasowało i odetchnąłem z ulgą. Od tej pory staram się na bieżąco spawać wszystkie kawałki i możliwie jak najwięcej łusek przed zdjęciem elementu do dalszej obróbki.
Dopiero teraz na tym filmiku widzę, że wtedy jeszcze nie potrafiłem utrzymać stabilnego łuku podczas spawania. Niedawno skończyłem ponad miesięczny kurs na MAGa, wiec to się już na szczęście poprawiło :]
CDN...
Ostatnio zmieniony 19 mar 2013, 23:50 przez Jałokim, łącznie zmieniany 2 razy.
-
Krzysztof Assman
-
Tomek Błotnicki
- Posty: 114
- Rejestracja: 11 sty 2010, 10:25
- Lokalizacja: Opole
- Kontakt: