Smoczysław
Moderatorzy: Nomad, BANAN, Marcin, Nikiel
Klamra ma wstawki z (myślałem, że to miedź) mosiądzu (?). Kabel ma z izolacją jakieś 10 mm grubości i jest oryginalny. Wcześniej nie zaobserwowałem tego problemu, więc moze fucktycznie gdzieś sie poluzował.
Migomat to Bester 1800 (prawie identyczny http://img02.tablica.pl/images_tablicap ... domsko.jpg)
Migomat to Bester 1800 (prawie identyczny http://img02.tablica.pl/images_tablicap ... domsko.jpg)
- Katana_Blade
- Posty: 51
- Rejestracja: 01 lip 2012, 13:51
- Lokalizacja: Mazury|Gdańsk
Smok pierwsza klasa, tylko aby go nie sprzątnęli jacyś "złomiarze" z pod tej knajpki
.
Przewód to jest linka (cienkie druty) w izolacji, pomyśl czy go czasem nie wyginałeś za mocno, bo w tedy te drut mogą popękać i słabiej przewodzi później, iskrzy się w miejscu przełamania tych drucików i z czasem już widocznie gołym okiem przepala.
Dociśnij te "klemy" do przewodu porządnie i tą stronę przewodu co wchodzi do spawarki jak da radę się dostać też sprawdź. Bo znając życie nie chce się spawarki podciągnąć tylko szarpie się za przewód, co krótko mówiąc skraca jego "życie".
Metr takiego przewodu o przekroju np. LgY 1x 10mm2 to około 4,4zł za metr klik
Jeszcze możesz oczyścić/odtłuścić tą klemę np. denaturatem przemywając.
Przewód to jest linka (cienkie druty) w izolacji, pomyśl czy go czasem nie wyginałeś za mocno, bo w tedy te drut mogą popękać i słabiej przewodzi później, iskrzy się w miejscu przełamania tych drucików i z czasem już widocznie gołym okiem przepala.
Dociśnij te "klemy" do przewodu porządnie i tą stronę przewodu co wchodzi do spawarki jak da radę się dostać też sprawdź. Bo znając życie nie chce się spawarki podciągnąć tylko szarpie się za przewód, co krótko mówiąc skraca jego "życie".
Metr takiego przewodu o przekroju np. LgY 1x 10mm2 to około 4,4zł za metr klik
Jeszcze możesz oczyścić/odtłuścić tą klemę np. denaturatem przemywając.
Ostatnio zmieniony 17 kwie 2014, 13:47 przez Katana_Blade, łącznie zmieniany 1 raz.
Sprawozdania ciag dalszy
Teraz, kiedy miałem już szkielet Smoczysława, mogłem zabrać się za pokrywanie go skórą. Zacząłem od kręgosłupa.

Po zrobieniu linii kręgosłupa mogłem połączyć go z nogami tworząc górę miednicy.

Nic się nie marnuje
Coby nie wpaść w monotonię znajduje rozrywke w struganiu łapek. Oto wyjściowy materiał:


Na łopatce (płaskownik na samej górze na zdjęciu poniżej) widać jak 'wyginam' profile. Na zimno mam pewne ograniczenia, które nadrabiam szlifierką wycinając trójkąciki. Widać tu też wspawany kształtownik 25x25mm o ściankach grubości 2mm. W taki kształtownik świetnie wpasowuje się 20x20mm, co często tutaj stosuję. Dzięki temu mogę zakładać i zdejmować do obróbki poszczególne elementy Smoczysława.

W międzyczasie hop siup i ogonek jest...
Mogę teraz zacząć w końcu robic gwoździa programu, czyli łeb. Szkic zarysowałem z miękkiego drutu 3mm.

... Który zacząłem wypełniać...


Materiał wyjściowy na zęby to ścinki śrub, bo z płaskownika, z którego Smoczysława strugam, drzazgi w tak dużych ilościach nie występują. Śrubka to baza, na którą smarkałem. Potem smarki szlifowałem formując je w pożądaną formę. Na focie widać wszystkie 3 etapy tworzenia zębów. Dopiero po uzyskaniu ostatecznego kształtu odcinam nadmiar gwintu, który przez czas obróbki służył mi do mocowania w imadle.

Zrobienie języka musiałem dokładnie zaplanować ponieważ gdybym tego nie zrobił, to niebyłym w stanie go potem przyspawać do wnętrza paszczy, a o wykończeniu go nawet nie wspominając. Tak wiec robiłem go razem z wnętrzem żuchwy i z gardłem, a dopiero potem wszystkie te połączone elementy umieszczałem w głowie.

Niestety w ferworze walki nie zdążyłem udokumentować jak zrobiłem oczy, a szkoda. Najpierw uformowałem miseczkę nacinając, klepiąc i spawając płaskownik. Potem do jej wnętrza przyspawałem walające się gdzieś pod nogami śruby M8, dbając, by tworzyły jakby promień fragmentu kuli, który to fragment miseczka stanowiła. Z grubsza obszlifowałem spawy, by stanowiły mniej więcej gładką powierzchnię. Tak przygotowany grzybek umieściłem ogonkiem w wiertarce. Wiertarkę unieruchomiłem w imadle i ściskiem stolarskim zablokowałem spust wiertarki na interesujących mnie obrotach. Moja tokarko-polerka była już gotowa. Teraz wystarczyło Przykładać co raz to mniejsze papiery ścierne. Polerowanie gały zakończyłem szmatą i po tym zabiegu mogłem się w gałce przejrzeć. Na focie od środka głowy widać moje grzybki i głębokość gardła (tak apropos polerowania gały).


c.d.n.

Po zrobieniu linii kręgosłupa mogłem połączyć go z nogami tworząc górę miednicy.
Nic się nie marnuje
Coby nie wpaść w monotonię znajduje rozrywke w struganiu łapek. Oto wyjściowy materiał:
Na łopatce (płaskownik na samej górze na zdjęciu poniżej) widać jak 'wyginam' profile. Na zimno mam pewne ograniczenia, które nadrabiam szlifierką wycinając trójkąciki. Widać tu też wspawany kształtownik 25x25mm o ściankach grubości 2mm. W taki kształtownik świetnie wpasowuje się 20x20mm, co często tutaj stosuję. Dzięki temu mogę zakładać i zdejmować do obróbki poszczególne elementy Smoczysława.
W międzyczasie hop siup i ogonek jest...
... Który zacząłem wypełniać...
Materiał wyjściowy na zęby to ścinki śrub, bo z płaskownika, z którego Smoczysława strugam, drzazgi w tak dużych ilościach nie występują. Śrubka to baza, na którą smarkałem. Potem smarki szlifowałem formując je w pożądaną formę. Na focie widać wszystkie 3 etapy tworzenia zębów. Dopiero po uzyskaniu ostatecznego kształtu odcinam nadmiar gwintu, który przez czas obróbki służył mi do mocowania w imadle.
Zrobienie języka musiałem dokładnie zaplanować ponieważ gdybym tego nie zrobił, to niebyłym w stanie go potem przyspawać do wnętrza paszczy, a o wykończeniu go nawet nie wspominając. Tak wiec robiłem go razem z wnętrzem żuchwy i z gardłem, a dopiero potem wszystkie te połączone elementy umieszczałem w głowie.
Niestety w ferworze walki nie zdążyłem udokumentować jak zrobiłem oczy, a szkoda. Najpierw uformowałem miseczkę nacinając, klepiąc i spawając płaskownik. Potem do jej wnętrza przyspawałem walające się gdzieś pod nogami śruby M8, dbając, by tworzyły jakby promień fragmentu kuli, który to fragment miseczka stanowiła. Z grubsza obszlifowałem spawy, by stanowiły mniej więcej gładką powierzchnię. Tak przygotowany grzybek umieściłem ogonkiem w wiertarce. Wiertarkę unieruchomiłem w imadle i ściskiem stolarskim zablokowałem spust wiertarki na interesujących mnie obrotach. Moja tokarko-polerka była już gotowa. Teraz wystarczyło Przykładać co raz to mniejsze papiery ścierne. Polerowanie gały zakończyłem szmatą i po tym zabiegu mogłem się w gałce przejrzeć. Na focie od środka głowy widać moje grzybki i głębokość gardła (tak apropos polerowania gały).
c.d.n.
Re: Smoczysław
Troszku się opierdzielałem z dalszym opisem, ale ostatecznie jak obiecałem, tak i kontynuuje 
Skończyłem na łbie, więc następnym punktem były skrzydła. Zacząłem od szablonu, który miał wyznaczyć gabaryty i z którego mógłbym wyliczyć ile potrzebuję materiału.


Ważne było, bym mógł zdejmować skrzydła do obróbki, więc do korpusu przyspawałem kształtowniki 30x30x3 (o ile dobrze pamiętam), a na nie wsunąłem 35x35x2. Skrzydła łączyłem jedynie z tym większym kwadraciakiem.

Dalej jazda wyglądała jak to już wcześniej opisywałem.

Korzystając z wcześniejszych szablonów wyciąłem błonę z blachy 1 mm i zaczęło się napie******ie młotkiem z kulką. Jako podkładu użyłem kartonów, których miałem pod ręką całe tony. Próbowałem wykorzystać pomysł podrzucony tu na forum, by zrobić nasadkę na młoto-wiertarkę. Niestety częstotliwość uderzeń okazała się za duża, a skok za mały. Jedyne co osiągnąłem tym sposobem to linie widoczne w najwęższej części błony.


Zrobienie czwartej błony wymagało osadzenia skrzydła na Smoczysławie. Na tym etapie było ono dość ciężkie, a prowadnica, na którą trzeba je wcisnąć nie toleruje żadnych odchyleń i przekręceń. Jednak jakoś po paru próbach udało się je wcisnąć.
https://www.facebook.com/Jalokim88/vide ... =3&theater



Gotowe skrzydła odstawiłem na bok, by nie przeszkadzały i wziąłem się za zrogowaciałe łuski na grzbiecie. Jak większość Smoczysława robiłem je z płaskownika 4 mm.

Jeszcze tylko ‘szkic’, by wiedzieć jak mają biegnąć różki.


Po żmudnym ozdobieniu całego grzbietu mogłem zając się jeszcze bardziej żmudnym łuskowaniem.

Generalnie Smoczysław był już skończony. Pozostało jedynie połączyć na stałe jedno skrzydło i sprawdzić, czy nadal pasuje po wymęczeniu go łuskami. Tym razem nawet przez myśl mi nie przeszło by zakładać skrzydła samemu. Już we trójkę żeśmy się nieźle upocili. Skrzydło, które docelowo miało być zdejmowalne na szczęście pasowało świetnie. Gorzej z tym, które chciałem połączyć na stałe. Potrzebowałem je nieźle ponaciągać i powichrować ściskami i paskiem transportowym, by wszystkie płaszczyzny powtórnie się zgrały.



Smarknąłem, załuszczyłem i pomalowałem bezbarwnym lakierem do metalu V33. Stał tak przez jakiś rok na jednej hali, potem na sąsiedniej, a potem zadzwonił do mnie znajomy. Powiedział, że w Szepietowie są międzynarodowe targi rolnicze i wykupił tam kilka stanowisk, by reklamować się ze swoimi bramami, ogrodzeniami i balustradami. Zaproponował bym i ja zabrał tam swojego Smoczysława. Ale niby jak? Nie miałem ani kasy, ani możliwości. Za to on miał i kase i możliwość i chęć. Tak więc Smoczysław wybrał się na spacerek. Narobił trochę szumu i reklamy dla znajomego.



Pomyślałem, że gadzina stoi samotna i zapomniana na tej hali zawalając komuś miejsce i nie dając niczego w zamian… A może by tak to zmienić…? Zaproponowałem temu znajomemu, Panu Sławkowi Mężyńskiemu (warto zapamiętać, bo może któregoś razu wpadnie ze mną i Kocurem do Swołowa z jakąś ciekawą propozycją) czy nie chciałby przygarnąć Smoczysława by mu służył za reklamę przed jego warsztatem. Zgodził się. Gdy tylko dojechaliśmy na miejsce, kazał wykonać pracownikom podest dla gada i poleciał do Białegostoku po lakier, by położyć dodatkową, 3 warstwę. Wcześniej zespawaliśmy na stale to luźne skrzydło, bo jeśli ma stać na zewnątrz, to trzeba zamknąć bryłę.

I tak oto Smoczysław zarabia na siebie pilnując wielu furtek

A! Fajnie wspomnieć, że nie licząc długich, cienkich ścinków blachy jedynki, to jedyne odpady, jakie zostały z płaskownika to te, widoczne na zdjęciu:

Skończyłem na łbie, więc następnym punktem były skrzydła. Zacząłem od szablonu, który miał wyznaczyć gabaryty i z którego mógłbym wyliczyć ile potrzebuję materiału.


Ważne było, bym mógł zdejmować skrzydła do obróbki, więc do korpusu przyspawałem kształtowniki 30x30x3 (o ile dobrze pamiętam), a na nie wsunąłem 35x35x2. Skrzydła łączyłem jedynie z tym większym kwadraciakiem.

Dalej jazda wyglądała jak to już wcześniej opisywałem.

Korzystając z wcześniejszych szablonów wyciąłem błonę z blachy 1 mm i zaczęło się napie******ie młotkiem z kulką. Jako podkładu użyłem kartonów, których miałem pod ręką całe tony. Próbowałem wykorzystać pomysł podrzucony tu na forum, by zrobić nasadkę na młoto-wiertarkę. Niestety częstotliwość uderzeń okazała się za duża, a skok za mały. Jedyne co osiągnąłem tym sposobem to linie widoczne w najwęższej części błony.


Zrobienie czwartej błony wymagało osadzenia skrzydła na Smoczysławie. Na tym etapie było ono dość ciężkie, a prowadnica, na którą trzeba je wcisnąć nie toleruje żadnych odchyleń i przekręceń. Jednak jakoś po paru próbach udało się je wcisnąć.
https://www.facebook.com/Jalokim88/vide ... =3&theater



Gotowe skrzydła odstawiłem na bok, by nie przeszkadzały i wziąłem się za zrogowaciałe łuski na grzbiecie. Jak większość Smoczysława robiłem je z płaskownika 4 mm.

Jeszcze tylko ‘szkic’, by wiedzieć jak mają biegnąć różki.


Po żmudnym ozdobieniu całego grzbietu mogłem zając się jeszcze bardziej żmudnym łuskowaniem.

Generalnie Smoczysław był już skończony. Pozostało jedynie połączyć na stałe jedno skrzydło i sprawdzić, czy nadal pasuje po wymęczeniu go łuskami. Tym razem nawet przez myśl mi nie przeszło by zakładać skrzydła samemu. Już we trójkę żeśmy się nieźle upocili. Skrzydło, które docelowo miało być zdejmowalne na szczęście pasowało świetnie. Gorzej z tym, które chciałem połączyć na stałe. Potrzebowałem je nieźle ponaciągać i powichrować ściskami i paskiem transportowym, by wszystkie płaszczyzny powtórnie się zgrały.



Smarknąłem, załuszczyłem i pomalowałem bezbarwnym lakierem do metalu V33. Stał tak przez jakiś rok na jednej hali, potem na sąsiedniej, a potem zadzwonił do mnie znajomy. Powiedział, że w Szepietowie są międzynarodowe targi rolnicze i wykupił tam kilka stanowisk, by reklamować się ze swoimi bramami, ogrodzeniami i balustradami. Zaproponował bym i ja zabrał tam swojego Smoczysława. Ale niby jak? Nie miałem ani kasy, ani możliwości. Za to on miał i kase i możliwość i chęć. Tak więc Smoczysław wybrał się na spacerek. Narobił trochę szumu i reklamy dla znajomego.



Pomyślałem, że gadzina stoi samotna i zapomniana na tej hali zawalając komuś miejsce i nie dając niczego w zamian… A może by tak to zmienić…? Zaproponowałem temu znajomemu, Panu Sławkowi Mężyńskiemu (warto zapamiętać, bo może któregoś razu wpadnie ze mną i Kocurem do Swołowa z jakąś ciekawą propozycją) czy nie chciałby przygarnąć Smoczysława by mu służył za reklamę przed jego warsztatem. Zgodził się. Gdy tylko dojechaliśmy na miejsce, kazał wykonać pracownikom podest dla gada i poleciał do Białegostoku po lakier, by położyć dodatkową, 3 warstwę. Wcześniej zespawaliśmy na stale to luźne skrzydło, bo jeśli ma stać na zewnątrz, to trzeba zamknąć bryłę.

I tak oto Smoczysław zarabia na siebie pilnując wielu furtek

A! Fajnie wspomnieć, że nie licząc długich, cienkich ścinków blachy jedynki, to jedyne odpady, jakie zostały z płaskownika to te, widoczne na zdjęciu:

Re: Smoczysław
Mówią, że miejsc pracy brak, a smoki (eleganckie
), jak widać, jakoś nie mają problemów 
-
egojack1
Re: Smoczysław
Witam. Śledziłem prawie od samego początku informacje, jakie zamieszczałeś w necie na temat budowy Smoczysława, i takie jakie zamieszczali inni. Podziwiałem Twoje samozaparcie w dążeniu do celu i podziwiam efekt końcowy. Ale co tam ja, mając kiedyś okazję porozmawiałem z artystą rzeźbiarzem (kowalem) na temat Twojego smoka, który ocenił go bardzo wysoko, szczególnie to, że udało się w nim uchwycić ruch i dynamikę postaci, szczególnie mięśnie nóg.
Pamiętam, że miałeś plany aby po ukończeniu sprzedać rzeźbę, najlepiej za granicę za dobre pieniądze, ktoś miał w tym pomóc. Przez jakiś czas wystawiałeś na portalach sprzedażowych, teraz stoi jako reklama. Jeśli mógłbyś napisać kilka słów odnośnie tematyki sprzedażowej, zainteresowania, propozycji cenowych, jaki jest obecnie rynek na tego typu dzieła.
Pamiętam, że miałeś plany aby po ukończeniu sprzedać rzeźbę, najlepiej za granicę za dobre pieniądze, ktoś miał w tym pomóc. Przez jakiś czas wystawiałeś na portalach sprzedażowych, teraz stoi jako reklama. Jeśli mógłbyś napisać kilka słów odnośnie tematyki sprzedażowej, zainteresowania, propozycji cenowych, jaki jest obecnie rynek na tego typu dzieła.
Re: Smoczysław
Jest to tak niezwykłe, że aż nie wiem co pisać.....
"Gdy trudu brak, maestrii brak"
Lipali
Lipali
Re: Smoczysław
Zapotrzebowania na tego typu i rozmiaru rzeźby nigdy nie było. Znaczy jest, ale dotyczy to zdecydowanie rzeczy robionych na zamówienie, pod konkretne preferencje klienta. Ja zrobiłem Smoczysława dla siebie, bo od dziecka chciałem go zrobić. Pod kątem handlowym był to pierwszy podstawowy błąd, który sprzedaż czyni niemal niemożliwą. Przynajmniej w tej tematyce, bo gdyby był to np. koń, to nie miałbym żadnych problemów. Miałem kilka propozycji, ale przystając na nie czułbym się jak tania dziewoja.egojack1 pisze:Jeśli mógłbyś napisać kilka słów odnośnie tematyki sprzedażowej, zainteresowania, propozycji cenowych, jaki jest obecnie rynek na tego typu dzieła.