Renowacja kowadła
Moderatorzy: Nomad, BANAN, Marcin, Nikiel
ateem, no właśnie nie chcę kuć w powietrzu. Rys. pokazuje jak jest teraz i mówię, że ten stan mi nie odpowiada.
BANAN, Pewnie masz rację. Zachowałem się jak gówniarz i to się więcej nie powtórzy, ale...
Jak pewnie zauważyłeś problem zużytego kowadła jednak istnieje i niektórzy radzą sobie z tym na różne sposoby (np napawanie).
Nie wiem, być może trzeba zakończyć tę dyskusję, bo nic nowego i sensownego się już chyba nie dowiem od forumowiczów.
Tak czy siak wszystkim serdeczne dzięki.
BANAN, Pewnie masz rację. Zachowałem się jak gówniarz i to się więcej nie powtórzy, ale...
Jak pewnie zauważyłeś problem zużytego kowadła jednak istnieje i niektórzy radzą sobie z tym na różne sposoby (np napawanie).
Nie wiem, być może trzeba zakończyć tę dyskusję, bo nic nowego i sensownego się już chyba nie dowiem od forumowiczów.
Tak czy siak wszystkim serdeczne dzięki.
"Gdy trudu brak, maestrii brak"
Lipali
Lipali
-
piotrek666196
- Posty: 36
- Rejestracja: 13 paź 2012, 00:36
- Lokalizacja: Szczytno
- Tom Oldsmith
- Posty: 317
- Rejestracja: 29 gru 2010, 16:00
- Lokalizacja: Harrison, NJ
- Kontakt:
Przegapilem troche dyskusji, ale poczytalem od poczatku i widze dylemat z frezowaniem.
Otoz, frezowalem kowadlo jakies pol roku temu, moze wiecej, bosisko kupil z aukcji szmelc wybity na srodku na prawie osiem milimetrow. Dal 260 $, czyli wzial najtansze co bylo. Ogladalem potem zdjecia z tej aukcji, za 500 bylo do wziecia prawie idealne, gosc linial przykladal i fotografowal.
Mniejsza o okolicznosci. Zabralem sie duza szlifierka z tarcza 9 cali i po 15 minutach powiedzialem sobie ze nie tedy droga. Kowadlo ma 200 funtow wagi, 12 cali wysokosci, takie sobie, sredniaczek. Dysponuje duza frezarka, opuscilem stol na maxa do dolu, pomierzylem, wejdzie. No to przymierzylem sie do glowicy frezerskiej z weglikami, srednica 8 cali, ale naped nie dawal rady i maszyna wpadala w wibracje. Podumalem i zmienilem glowice na mniejsza, 3,5 cala tez z widia. I poszlo. Skrawalem na pol szerokosci, czyli przejazd w te i z powrotem pokrywal szekokosc obszaru roboczego kowadla. Z chlodzeniem, na wolnym posuwie, glebokosc skrawania 0.8 mm, to pamietam, bo jak probowalem brac po milimetrze na raz to iskierki szly spod ostrzy.
Frezarka poradzila i przezyla, frez tez uszczerbku nie poniosl, zebralem do rownej plaszczyzny, tylko jeden rant mocno wybity pozostal, ale nie przeszkadza mi zbytnio. A zabawa byla prawie na caly dzien, ponad 6 godzin powolnego skrobania ( bo to przypominalo skrobanie, nie frezowanie
) Potem tylko kosmetyka szlifierka tasmowa i juz.
Troche stali od tamtej pory pokulem, troche roznych roznosci na zimno i nawet moj syn, jak pomagal mi obkuwac groty poltora-calowego loma nie zdemolowal bitni za bardzo (nie ma praktyki i walil raz w stal a raz w kowadlo, zmachal sie nieziemsko i zobaczyl ze robota to nielatwa
)
Szukalem zdjec z calego frezowania, bo pamietam ze ktos robil, ale przepadly i nima.
Otoz, frezowalem kowadlo jakies pol roku temu, moze wiecej, bosisko kupil z aukcji szmelc wybity na srodku na prawie osiem milimetrow. Dal 260 $, czyli wzial najtansze co bylo. Ogladalem potem zdjecia z tej aukcji, za 500 bylo do wziecia prawie idealne, gosc linial przykladal i fotografowal.
Mniejsza o okolicznosci. Zabralem sie duza szlifierka z tarcza 9 cali i po 15 minutach powiedzialem sobie ze nie tedy droga. Kowadlo ma 200 funtow wagi, 12 cali wysokosci, takie sobie, sredniaczek. Dysponuje duza frezarka, opuscilem stol na maxa do dolu, pomierzylem, wejdzie. No to przymierzylem sie do glowicy frezerskiej z weglikami, srednica 8 cali, ale naped nie dawal rady i maszyna wpadala w wibracje. Podumalem i zmienilem glowice na mniejsza, 3,5 cala tez z widia. I poszlo. Skrawalem na pol szerokosci, czyli przejazd w te i z powrotem pokrywal szekokosc obszaru roboczego kowadla. Z chlodzeniem, na wolnym posuwie, glebokosc skrawania 0.8 mm, to pamietam, bo jak probowalem brac po milimetrze na raz to iskierki szly spod ostrzy.
Frezarka poradzila i przezyla, frez tez uszczerbku nie poniosl, zebralem do rownej plaszczyzny, tylko jeden rant mocno wybity pozostal, ale nie przeszkadza mi zbytnio. A zabawa byla prawie na caly dzien, ponad 6 godzin powolnego skrobania ( bo to przypominalo skrobanie, nie frezowanie
Troche stali od tamtej pory pokulem, troche roznych roznosci na zimno i nawet moj syn, jak pomagal mi obkuwac groty poltora-calowego loma nie zdemolowal bitni za bardzo (nie ma praktyki i walil raz w stal a raz w kowadlo, zmachal sie nieziemsko i zobaczyl ze robota to nielatwa
Szukalem zdjec z calego frezowania, bo pamietam ze ktos robil, ale przepadly i nima.
Ingenuity is the third hand of a craftsman ...
Tom
Tom
Mam ten sam problem co Aries. Moje kowadło jest zdecydowanie bardziej zmęczone. Wgłębienie podejżewam, że jest około 1cm - 1,5 cm. Dostałem je od wójka także nie mam co narzekać "co ja kupiłem" bo nic nie wydałem. Mniej więcej wygląda tak samo jak kolegi.
Nie mam możliwości teraz zrobienia zdjęcia. Bitnie ma rzekłbym lekko zmasakrowaną, ale chciałbym wziąć się za nie i zrobić renowację/naprawę.
Czy szlifierką taśmową ręczną z grubym papierem ściernym (później kosmetycznie z drobniutkim) dam radę usunąć nierówności ? Czy lepiej wziąć flexe i ... właśnie co do niej zamontować (mam 115mm tarcze)? Czym ścierać.
Nie mam możliwości teraz zrobienia zdjęcia. Bitnie ma rzekłbym lekko zmasakrowaną, ale chciałbym wziąć się za nie i zrobić renowację/naprawę.
Czy szlifierką taśmową ręczną z grubym papierem ściernym (później kosmetycznie z drobniutkim) dam radę usunąć nierówności ? Czy lepiej wziąć flexe i ... właśnie co do niej zamontować (mam 115mm tarcze)? Czym ścierać.