a wiec tak
łancuch zgrzac to strasznie upierdliwa czynnosc.
Robie to mniej wiecej tak.
2 warstwy lancucha złozonego na pół mocno obspawuje , dosawuje rączke i wrzucam do pieca zeby sie wypalił smar i oringi.
gdy łancuch zaczyna łapac kolor lekko pomaranczowy zasypuje boraksem, generalnie to w procesie skuwania lancucha boraksu trzeba sypac bardzo obficie, musi on wejsc we wszystkie szczeliny. Nagrzane do bardzo jasnego pomaranczowego najpierw daje na kowadło i recznie młotkiem "upakowuje" a gdy lekko juz łancuch zbije to pakiet wędruje pod młot mechaniczny, płynny boraks lata wszedzie wiec oczy i rece musza byc bardzo solidnie osłoniete. Mimo tego mam sporo blizn na przedramionach po tym bombardowaniu płynnym szkłem

skuwam to na płaskownik, tne na pół, rdzen najczesniej dodaje z nc6 badz n9e, rdzen jest potrzebny bo sam łancuch to nie jest zbyt górnolotna stal

potem skuwam juz normalnie.
Tak po krótce to u mnie wygląda, wiele razy cos mi nie wychodziło i sie nie zgrzało/rozpadło na kowadle wiec powiem szczerze ze gdyby nie miłosc do jednosladów to bym sobie podarował ten łancuch
Jakby ktos miał jeszcze jakies pytania chetnie odpowiem.
Co do drewien na rekojesciach to drewna pozyskuje sam, gdzie tylko sie da.
Spasowywania to trudna i wymagajaca wielkiej cierpliwosci czynnosc, czasem gdy cos ewidentnie mi nie pasuje dodaje pomiedzy drewna plasterek skóry, to minimalizuje szczeliny.
Generalnie wiele osob robi 100 razy lepsze noze ode mnie, ja sie jeszcze długo bede uczył
Wisienka, na wiosne odwiedzam Sanok, mam tam znajomych wiec mozna bedzie sie ustawic na jakies małe kucie
