Aktualnie mam wolnostojące palenisko ziemne, które rozpalam dość brutalnie.
Kilka kawałków drewna, zasypuję koksem, polewam benzyną (wystarczy odrobina nawet, a mam taką zaolejoną, zasyfioną etc. to mi nie szkoda w ogóle), odpalam zapałkę, przypalam fajka, rzucam zapałkę w palenisko... dwie minuty i mam rozpalony koks. Nie odpalać mi tu tylko dmuchawy przed wypaleniem się benzyny, bo... miotacz ognia- zgadliście.
Mając komin, możemy się pokusić o wywołannie cugu (jeśli takowego nie mamy). Metod jest dużo, jeśli mamy taką możliwość, to możemy nawet zgniecioną gazetę włożyć od dołu do komina i podpalić- to gwarantuje i cug i zerową ilość dymu z jego uzyskiwania.
Oczywiście jednocześnie trzeba odpalić podpałkę/gazetę/co tam nam przyjdzie do głowy, by odpalić koks w samym palenisku. Uwaga- gazeta w pewnym momencie najpewniej spadnie, nie pochylać się
Opieram się tutaj o swój opatent kominkowy na rozpalanie, czyli rzucenie do kominka absolutnej drobnicy, mogą być nawet wióry od stolarza, potem coraz grubszych patyczków... a na górę kilku grubych kłód. Warto kłaść tak, by nie spadły, kiedy drobnicy ubędzie,bo pójdzie w komin.
Na samą górę kładę gazetę (kilka stron), popielnik wysuwam, wciskam kilka stron. Na koniec podpalam gazety, które są w kominku, zamykam drzwiczki, zamykam szyber, czekam chwilkę, wsuwam szufladę z gazetami, otwieram szyber (mam mocniejszy cug), podpalam gazety w popielniku... i z głowy- rozpętuje się piekło.
Wiem, można rozpalić prościej, ale w ten sposób od jednej zapałki mam rozpalone w kominku na pół dnia. W praktyce poodpaleniu gazet idę do łazienki, potem idę do kuchni i otwieram szufladę (co zwiększa cug... nieprawdopodobnie

), robię żarcie, zamykam szufladę(popielnik), a w pokoju z 15'C zrobiło się >20'C. No i żar będzie trzymał pół dnia- w praktyce jest to bardzo ekonomiczne czasowo i co ważniejsze... ZERO DYMU! polecam
