Dobry artykulik naprawde :)Dokladnie to co pisalem wczesniej:)
w wielkim skrucie Gosc opisuje jak wylondowal w Ameryce Poludniowej dokladnie w wenezueli.Z braku sklepów kowalskich

musial sobie sam zrobic mlotki by miec czym robic.Majac problemy z kupnem materialu,kupil na jakims zlomie tuleje od jakiejs maszyny z rafineri i z tego wlasnie zrobil te dwa mlotki ktore sa na zdjeciu.Oczywiscie wykonal je prawie na kolanie za pomoca jakiegos dziwnego mlotka:)niemajac wzasadzie zadnego pojecia jak wykonac takie narzedzie wszystko robil na czuja.Ale udalo sie nawet je zachartowal w oleju z jakiegos motocykla a potem wrzucil do wody:)
Pracuje nimi caly czas i jest bardzo zadowolony.
Glownie chodzi mu oto ze wielu ludzi uwarza wykonanie mlotka za jakąś skomplikowana technologie i przywiazuje do tego durzą wage niepotrzebnie tracąc czas na jego wykonanie, skoro morzna isc do sklepu i go poprostu kupic.
w latach 90 pracowal w kuzni w usa gdzie jego kumpel przyprowadzil Hofiego ktory oczywiscie przyniusl swuj zestaw mlotkow. Hofi zrobil w pracowni maly pokazik poslugiwania sie jego mlotkiem oraz zaprezetowal pare technik wykonując jakieś narzedzie:)
Wszyscy byli zachwyceni wiedza i umiejetnościami fachowca do tego stopnia ze autor artykułu chcial go lać ,jdnak podeszly wiek uratowal Hofiego i do niczego nie doszlo.
Autor wnioskuje ze Hofi tak naprawde wiecej udaje niz wie a te wszystkie jego teorie to przykrywka a to co pokazuje na pokazach to dobrze wytrenowane triki.