Strona 1 z 1
Wściekłość i rezygnacja.
: 27 lip 2011, 21:28
autor: folkmar_dirman
W końcu po długiej przerwie zajrzałem do swojej "kuźni". Miałem plan, materiał i zapał jakiego nie czułem od dawna. No to do roboty,. Ładnie nawet idzie, szabelka będzie jak ta lala, nietypowa wąska ale ładna (przynajmniej dla mnie). Pióro wykute, zbrocze wymęczone bez niczyjej pomocy, no dobra to czas na ostrze. Resor w żar, pióro wystaje z drugiej strony kopczyka koksu, czekam, czegoś szukałem wzrokiem po kuźni, no dobra już czas! Wyciągam i ... pióro zostało tam gdzie było! Spojrzałem tylko na koniec przyszłej klingi i widzę jak z kikuta przyszłej szabli sypie się snop iskier. Minęły 3 sekundy i gdyby człowiek wybuchał niczym ładunek wybuchowy o sile adekwatnej do poziomu jego złości, to mój wybuch widziano by z Warszawy (50 km). Wściekłość a potem rezygnacja i brak chęci do czegokolwiek, najlepiej pójść do domu, usiąść i tak siedzieć do końca dnia.
A teraz po moim użalaniu się nad sobą, czas na was drodzy forumowicze.
Opiszcie swój najbardziej tragiczny moment związany z kuciem.
Podobno wyrzucanie z siebie takich negatywnych myśli pomaga.
Wspierajmy się.

: 27 lip 2011, 21:37
autor: yakiba
Takich momentów miałem mnóstwo ale na końcu zazwyczaj coś jednak wychodzi dlatego te złe chwile przestają mieć znaczenie.
: 27 lip 2011, 21:43
autor: bey
Mnie nauczono, aby materiał w palenisku cały czas przesuwać, krótkie ruch do przodu i do tyły, szlaka sie mniej przykleja i jak co któryś ruch troszkę bardziej wysuniesz to kontrolujesz kolorek
: 27 lip 2011, 21:44
autor: krzysieklup
Ja pamiętam 2 najgorsze.
4 podejście do krzesiwa , grzeje , grzeje , uważam aby 4 raz nie przepalić i trach kikucik ledwo z kleszczy wystaje.
Odkuty nóż kabłączkowy , głownia z HF 50 do tego dogrzane łożysko na ostrze , hartowanie i trach , rozwarstwione i trzpień pęknięty.
Mój dziadek podratował mnie.
Wrzuciłem nożyk do wody , (i wtedy jest taki syk , wiadomo jaki , starzy mistrzowie mówią na to "bziik")
I mój dziadek "Wkur*wiony bziik" i jakoś pomogło.
Pozdrawiam
: 27 lip 2011, 21:57
autor: Marek
Ja na początku sporo upalałem rzeczy ale byłem na to przygotowany

jak się zabierałem za coś większego, ważniejszego to po prostu uważałem i takich tragicznych przeżyć nie mam

Kilka razy faktycznie się zagapiłem albo coś ale wszystko dało się naprawić :p
np: "No to z tej strony trzpień będzie"
Ostatnio u Wata ostatnio tak spieprzyliśmy twista, że szkoda gadać ale wziąłem podogrzewałem co się dało no i na jakieś kilka wisiorków styknie

: 27 lip 2011, 23:05
autor: Kucyk
Pękł mi grot do oszczepu w połowie. Głupio zrobiłem, bo zacząłem od tulei, ale teraz mam nauczkę

: 27 lip 2011, 23:48
autor: Marek
zaczyna się od tulei

: 27 lip 2011, 23:58
autor: Kucyk
Powiem tak, zrobiłem błąd w dwóch miejscach. Za cienko w miejscu gdzie tuleja łączy się z ostrzem i to, że zacząłem od tulei. Sporo mi osób mówiło o zaczynaniu od tulei, ale potem wystarczy nie trafić młotkiem i całe rozkuwanie tulei idzie w siną dal.
Tak przynajmniej mi się wydaje.
: 28 lip 2011, 00:02
autor: Arek92
Pamiętam jak dziś to zażenowanie jak za krótko uciąłem nity w nakładce głowicy mojego wikinga. Później przy zgrzewaniu materiału na saksa. A ostatnio jak pękł mi nożyk z wytapianej stali po hartowaniu. Tyle przekuwania, zgrzewania, szlifowania i pyk
PS: i nożyczki ze sprężyny która pękała, ze 3 razem wziąłem jodełkexD
: 28 lip 2011, 01:06
autor: Marek
ej no jak młotkiem nie trafiasz Kucyk no to wiesz...

ale kto co lubi
ojoj Arek te nity xP