Młotki
Moderatorzy: Nomad, BANAN, Marcin, Nikiel
Młotki
Na początku - witam! Jestem początkującym płatnerzem ( jeżeli tak w ogóle można mnie nazwać ), zajmuję się tym hobbystycznie.
Chciałbym się dowiedzieć od bardziej doświadczonych ode mnie w jakie młotki zaopatrzyć się na dobry początek. Niby taki prosty temat, ale mnie jednak nurtuje.
Na razie posiadam :
- kilka zwykłych młotków o rożnej wadze
- młot 3kg i 5kg
- oraz młotek o główce okrągłej - b.lekko wypukłej
- młotek gumowy 450g
Tu przechodzę do pytania. Otóż jakim młotkiem należy wyoblać elementy, jakim równać itd.
Do tego jeszcze jedno : na czym równać zaokrąglone elementy? Na kuli czy kowadle ? Kiedyś miałem też pomysł o finalnym równaniu na drewnianym pieńku.
Dodam że na razie chodzi o pracę na zimno, jeżeli ma to jakieś znaczenie.
Serdecznie proszę o jakieś porady - jeżeli czegoś nie ująłem dokładnie to oczywiście w toku dyskusji spróbuję uściślić.
Chciałbym się dowiedzieć od bardziej doświadczonych ode mnie w jakie młotki zaopatrzyć się na dobry początek. Niby taki prosty temat, ale mnie jednak nurtuje.
Na razie posiadam :
- kilka zwykłych młotków o rożnej wadze
- młot 3kg i 5kg
- oraz młotek o główce okrągłej - b.lekko wypukłej
- młotek gumowy 450g
Tu przechodzę do pytania. Otóż jakim młotkiem należy wyoblać elementy, jakim równać itd.
Do tego jeszcze jedno : na czym równać zaokrąglone elementy? Na kuli czy kowadle ? Kiedyś miałem też pomysł o finalnym równaniu na drewnianym pieńku.
Dodam że na razie chodzi o pracę na zimno, jeżeli ma to jakieś znaczenie.
Serdecznie proszę o jakieś porady - jeżeli czegoś nie ująłem dokładnie to oczywiście w toku dyskusji spróbuję uściślić.
Jeśli pracujesz na zimno, zaopatrz się w kule (są dostępne na allegro w różnych średnicach) i po prostu dospawaj je do zwykłego młotka. Na początek wystarczy. Do wyoblania niezbędna jest miska wydrążona w drewnianym pieńku. Na start wystarczą dwie: 12 x 4 cm i 16 x 3 cm (średnica x głębokość żeby była jasność). Do równania powierzchni warto zaopatrzyć się w różne młotki blacharskie - najlepsze są o niewielkiej masie a dużej powierzchni roboczej. Z równaniem jest różnie, czasem równa się na kowadle, czasem na kuli (tutaj warto posiadać kilka sztuk o różnych średnicach, np. 6, 8 i 12 cm), a czasem używa się i tego i tego.
Młotki 3 i 5kg możesz schować do szafy, raczej nie będą przydatne.
Jeśli chcesz robić elementy w zgodzie z historią, to zastanów się na obróbką metalu na gorącu. Technika kucia jest zupełnie inna, efekty pracy również. Przy klepaniu na zimno można się nabawić złych nawyków :-) I najważniejsza rzecz: jeśli masz jakieś wątpliwości, czegoś nie wiesz - zawsze zapytaj, ktoś pewnie pomoże 8-)
Młotki 3 i 5kg możesz schować do szafy, raczej nie będą przydatne.
Jeśli chcesz robić elementy w zgodzie z historią, to zastanów się na obróbką metalu na gorącu. Technika kucia jest zupełnie inna, efekty pracy również. Przy klepaniu na zimno można się nabawić złych nawyków :-) I najważniejsza rzecz: jeśli masz jakieś wątpliwości, czegoś nie wiesz - zawsze zapytaj, ktoś pewnie pomoże 8-)
Jeżeli chodzi o efekty pracy tzn, miałeś na myśli - lepsze?
I dzięki za zapewnienie o możliwości pomocy - nie omieszkam na pewno często z niej korzystać :-)
Edit
Jeszcze pytanie natury technicznej : w rękawicach ze strony http://moonforge.prv.pl/ knykcie z blaszkami są łączone za pomocą 2 nitów z jednej strony i dwóch z drugiej. Widzę jednak, że u większości rzemieślników takie łączenie jest stosowane za pomocą jednego nita z jednej i drugiego z drugiej strony.
Jakim cudem to wszystko się rusza tak by można było zginać palce?
Jeżeli pytanie jest niejasne spróbuję rozjaśnić bardziej
I dzięki za zapewnienie o możliwości pomocy - nie omieszkam na pewno często z niej korzystać :-)
Edit
Jeszcze pytanie natury technicznej : w rękawicach ze strony http://moonforge.prv.pl/ knykcie z blaszkami są łączone za pomocą 2 nitów z jednej strony i dwóch z drugiej. Widzę jednak, że u większości rzemieślników takie łączenie jest stosowane za pomocą jednego nita z jednej i drugiego z drugiej strony.
Jakim cudem to wszystko się rusza tak by można było zginać palce?
Jeżeli pytanie jest niejasne spróbuję rozjaśnić bardziej
Ja z kolei pozwolę sobie nie zgodzić się z kolegą Maleusem. Wyoblanie na dołkach w pieńkach jest bardzo wygodne, ale niestety sprawia, że stal się przecienia - zrobiłem kiedyś eksperyment i napierśnik z blachy 2mm, wyklepany na dołku, przeciąłem i zmierzyłem w punkcie największej wypukłości. Blacha zeszła tam (bez szlifu) do 1,6mm, czyli wynik był odwrotny do tego, co widzimy w zabytkach - grubo na środku, cienko na bokach. Napierśnik z półtorówki byłby w tym miejscu po szlifie już chyba grubości papieru.
Lepsze efekty daje wyciąganie - czyli "obciąganie" stali od góry na odpowiedniej kształtce. Przy niewielkich obłościach daje się to robić na zimno, choć oczywiście lepiej na gorąco.
Różnicę między wyoblaniem od środka a wyciąganiem od zewnątrz najlepiej przedstawić na przykładzie placka plasteliny i jajka. Jeśli spróbujesz plastelinę nacisnąć jajkiem, to się wgłębi, ale w końcu się rozerwie. Jeśli z kolei obciągniesz ją z góry na jajku, pomarszczy się, pozakłada i "oblepi" je gładko, bez nadwyrężania swojej struktury i przecieniania.
Co do młotków - kiedy zaczynałem, uległem propagandzie i mitom i długo polowałem na młotek z kulką. Po 2 latach zabawy mogę powiedzieć śmiało, że jedyne jego zastosowanie to... zaklepywanie nitów. Do prostych, XIV-wiecznych elementów zbroi, bez kaneli, wydumanych zdobień itp tak naprawdę używam:
- dość ciężkiego młotka ślusarskiego z lekko zaoblonym obuchem (żeby nie kaleczył blachy krawędziami). Używam go do wyciągania (raising)
- młotka chyba blacharskiego z dużym, płaskim, okrągłym obuchem, do równania,
- blacharskiego bociana do wyrównywania od środka głębokich elementów typu napierśniki, ale nie tylko.
Oprócz tego mam jeszcze trochę innych młotków, ale używam ich okazjonalnie, do bardziej wyspecjalizowanych rzeczy, typu wywijanie krawędzi, robienie grani itp.
Z młotkami sprawa jest taka, że często ciężko wytłumaczyć, czemu jeden się do czegoś nadaje, a inny nie. Po prostu któryś lepiej leży w dłoni, lepiej się nim pracuje, a inny, choć na oko podobny, "nie leży".
W ogóle nie sposób poradzić komuś "kup to, to i to". Moim zdaniem jedyny sposób to zgromadzić parę młotków i zacząć coś robić, a potem w trakcie samemu odkrywać, czego nam brakuje, jakiego obucha, jakiej wagi. Swoją kolekcję młotków zbierałem właśnie w ten sposób - robiłem coś i myślałem "przydałby mi się teraz młotek cięższy/lżejszy/węższy/bardziej wypukły" i takiego szukałem.
Jeśli chodzi o kucie na gorąco i klepanie na zimno - obróbka na gorąco ma same zalety.
- rozgrzany do temperatury kucia materiał jest bardziej miękki i plastyczny, nie sprężynuje, więc łatwiej się go kształtuje.
- przy klepaniu na zimno blacha sprężynuje i przenosi wibracje na kości ręki - palce, nadgarstki, co się potem dość boleśnie odbija. Na gorąco tego nie ma.
- kując na gorąco można lepiej kontrolować grubość stali, "przesuwając" ją odpowiednimi uderzeniami młotka.
- jak napisał Maleus, pewnych rzeczy na zimno nie zrobisz, np mankietów rękawic klepsydrowych, czy hełmu z jednego kawałka.
- pracując na gorąco możesz przejść z najpodlejszej stali konstrukcyjnej, miękkiej i ogólnie kiepskiej, do stali jakościowych typu 45 albo 50HF, które pozwalają zejść na grubości o "oczko" niżej - zamiast 2mm można stosować 1,5mm, zamiast 1,5mm - 1mm. Poza tym są to stale o wysokiej zawartości węgla, więc dobrze się hartują, zwłaszcza 45. Na zimno da się je obrabiać tylko w ograniczonym zakresie i z dużym wysiłkiem.
Do rozgrzewania stali do kucia wcale nie trzeba bóg wie czego - ja ostatecznie skonstruowałem sobie palenisko, które idealnie zaspokaja moje potrzeby. Jest to palnik propan-butan, podpięty do zwykłej butli 11kg, ustawiony na stałe nad niewielką kotliną ze zwykłych cegieł. Cegły sprawiają, że energia płomienia nie ucieka, przez co stal nagrzewa się do temperatury kucia w kilka-kilkanaście sekund. Koszt takiej konstrukcji to butla (plus nabicie), palnik i 20-30 cegieł, razem myślę jakieś 250zł. Nie potrzeba do tego komina, okapów i innych cudów, a butla gazu wystarcza spokojnie na tydzień-dwa całodziennego kucia (nabicie to ok 40zł).
Co jeszcze mogę poradzić - moim zdaniem nie warto inwestować w bóg wie jakie kowadło, do takich prac musi ono być tylko tak ciężkie, żeby się nie przesuwało w trakcie obróbki, czyli 10-20kg. Istotne jest za to, żeby miało bardzo gładką powierzchnię (każda skaza kowadła odbija się na blasze) i ostre brzegi (do wywijania krawędzi itp). Nie musi też mieć rogu, za to baaardzo przydatnym urządzeniem jest dwuróg kowalski. Praktycznie nie wyobrażam sobie w tym momencie pracy bez niego.
No i kolejna rzecz - wiertarka warsztatowa/słupowa/stołowa, jak ją zwał. Od zwykłej różni się tym, że jest zamocowana na kolumnie i ma możliwość ustawienia bardzo niskich obrotów, co pozwala wiercić w stali jak w maśle - 1 wiertło wystarcza na kilkaset otworów. Ze zwykłą, ręczną wiertarką taka sztuka się nie uda - wiertła potrafią się palić i rozhartowywać po jednym otworze z powodu za wysokich obrotów.
Oczywiście gadżetów tego typu jest więcej, ale to już sobie odkryjesz w trakcie. Uff
Lepsze efekty daje wyciąganie - czyli "obciąganie" stali od góry na odpowiedniej kształtce. Przy niewielkich obłościach daje się to robić na zimno, choć oczywiście lepiej na gorąco.
Różnicę między wyoblaniem od środka a wyciąganiem od zewnątrz najlepiej przedstawić na przykładzie placka plasteliny i jajka. Jeśli spróbujesz plastelinę nacisnąć jajkiem, to się wgłębi, ale w końcu się rozerwie. Jeśli z kolei obciągniesz ją z góry na jajku, pomarszczy się, pozakłada i "oblepi" je gładko, bez nadwyrężania swojej struktury i przecieniania.
Co do młotków - kiedy zaczynałem, uległem propagandzie i mitom i długo polowałem na młotek z kulką. Po 2 latach zabawy mogę powiedzieć śmiało, że jedyne jego zastosowanie to... zaklepywanie nitów. Do prostych, XIV-wiecznych elementów zbroi, bez kaneli, wydumanych zdobień itp tak naprawdę używam:
- dość ciężkiego młotka ślusarskiego z lekko zaoblonym obuchem (żeby nie kaleczył blachy krawędziami). Używam go do wyciągania (raising)
- młotka chyba blacharskiego z dużym, płaskim, okrągłym obuchem, do równania,
- blacharskiego bociana do wyrównywania od środka głębokich elementów typu napierśniki, ale nie tylko.
Oprócz tego mam jeszcze trochę innych młotków, ale używam ich okazjonalnie, do bardziej wyspecjalizowanych rzeczy, typu wywijanie krawędzi, robienie grani itp.
Z młotkami sprawa jest taka, że często ciężko wytłumaczyć, czemu jeden się do czegoś nadaje, a inny nie. Po prostu któryś lepiej leży w dłoni, lepiej się nim pracuje, a inny, choć na oko podobny, "nie leży".
W ogóle nie sposób poradzić komuś "kup to, to i to". Moim zdaniem jedyny sposób to zgromadzić parę młotków i zacząć coś robić, a potem w trakcie samemu odkrywać, czego nam brakuje, jakiego obucha, jakiej wagi. Swoją kolekcję młotków zbierałem właśnie w ten sposób - robiłem coś i myślałem "przydałby mi się teraz młotek cięższy/lżejszy/węższy/bardziej wypukły" i takiego szukałem.
Jeśli chodzi o kucie na gorąco i klepanie na zimno - obróbka na gorąco ma same zalety.
- rozgrzany do temperatury kucia materiał jest bardziej miękki i plastyczny, nie sprężynuje, więc łatwiej się go kształtuje.
- przy klepaniu na zimno blacha sprężynuje i przenosi wibracje na kości ręki - palce, nadgarstki, co się potem dość boleśnie odbija. Na gorąco tego nie ma.
- kując na gorąco można lepiej kontrolować grubość stali, "przesuwając" ją odpowiednimi uderzeniami młotka.
- jak napisał Maleus, pewnych rzeczy na zimno nie zrobisz, np mankietów rękawic klepsydrowych, czy hełmu z jednego kawałka.
- pracując na gorąco możesz przejść z najpodlejszej stali konstrukcyjnej, miękkiej i ogólnie kiepskiej, do stali jakościowych typu 45 albo 50HF, które pozwalają zejść na grubości o "oczko" niżej - zamiast 2mm można stosować 1,5mm, zamiast 1,5mm - 1mm. Poza tym są to stale o wysokiej zawartości węgla, więc dobrze się hartują, zwłaszcza 45. Na zimno da się je obrabiać tylko w ograniczonym zakresie i z dużym wysiłkiem.
Do rozgrzewania stali do kucia wcale nie trzeba bóg wie czego - ja ostatecznie skonstruowałem sobie palenisko, które idealnie zaspokaja moje potrzeby. Jest to palnik propan-butan, podpięty do zwykłej butli 11kg, ustawiony na stałe nad niewielką kotliną ze zwykłych cegieł. Cegły sprawiają, że energia płomienia nie ucieka, przez co stal nagrzewa się do temperatury kucia w kilka-kilkanaście sekund. Koszt takiej konstrukcji to butla (plus nabicie), palnik i 20-30 cegieł, razem myślę jakieś 250zł. Nie potrzeba do tego komina, okapów i innych cudów, a butla gazu wystarcza spokojnie na tydzień-dwa całodziennego kucia (nabicie to ok 40zł).
Co jeszcze mogę poradzić - moim zdaniem nie warto inwestować w bóg wie jakie kowadło, do takich prac musi ono być tylko tak ciężkie, żeby się nie przesuwało w trakcie obróbki, czyli 10-20kg. Istotne jest za to, żeby miało bardzo gładką powierzchnię (każda skaza kowadła odbija się na blasze) i ostre brzegi (do wywijania krawędzi itp). Nie musi też mieć rogu, za to baaardzo przydatnym urządzeniem jest dwuróg kowalski. Praktycznie nie wyobrażam sobie w tym momencie pracy bez niego.
No i kolejna rzecz - wiertarka warsztatowa/słupowa/stołowa, jak ją zwał. Od zwykłej różni się tym, że jest zamocowana na kolumnie i ma możliwość ustawienia bardzo niskich obrotów, co pozwala wiercić w stali jak w maśle - 1 wiertło wystarcza na kilkaset otworów. Ze zwykłą, ręczną wiertarką taka sztuka się nie uda - wiertła potrafią się palić i rozhartowywać po jednym otworze z powodu za wysokich obrotów.
Oczywiście gadżetów tego typu jest więcej, ale to już sobie odkryjesz w trakcie. Uff
EO, jedna mała uwaga - zaznaczyłem, że jeżeli chodzi o kucie tylko na zimno warto zaopatrzyć się w pieniek i młotki z kulami :-)
Sam już od dawna tego nie stosuję, przełom nastąpił, kiedy wyklepałem super głęboki nakolannik, a po pierwszym szlifie pojawiła się dziura. Dało to sporo do myślenia i od tego czasu wyoblam właśnie metodą "raising".
Młotków w czasie płatnerskiej kariery 8-) uzbierało się ok. 30, z czego obecnie używam pięciu może siedmiu. Najważniejszy jest ślusarski o zaokrąglonych brzegach do wyciągania blachy, blacharski o okrągłej główce do równania od wewnątrz, dwa gładziki i młotek do zaklepywania nitów. Reszta sporadycznie do wyszukanych prac.
EO, mógłbyś zrobić zdjęcie swojego paleniska? Wydaje się absurdalnie proste i użyteczne, chętnie bym zobaczył i być może zbudował takie u siebie. Na razie grzeję palnikiem propan + tlen. Grzeje w kilka sekund, ale sporo ciepła ucieka.
Sam już od dawna tego nie stosuję, przełom nastąpił, kiedy wyklepałem super głęboki nakolannik, a po pierwszym szlifie pojawiła się dziura. Dało to sporo do myślenia i od tego czasu wyoblam właśnie metodą "raising".
Młotków w czasie płatnerskiej kariery 8-) uzbierało się ok. 30, z czego obecnie używam pięciu może siedmiu. Najważniejszy jest ślusarski o zaokrąglonych brzegach do wyciągania blachy, blacharski o okrągłej główce do równania od wewnątrz, dwa gładziki i młotek do zaklepywania nitów. Reszta sporadycznie do wyszukanych prac.
Najważniejsza rada jakiej można udzielić zawiera się w tej frazie.W ogóle nie sposób poradzić komuś "kup to, to i to". Moim zdaniem jedyny sposób to zgromadzić parę młotków i zacząć coś robić, a potem w trakcie samemu odkrywać, czego nam brakuje, jakiego obucha, jakiej wagi
EO, mógłbyś zrobić zdjęcie swojego paleniska? Wydaje się absurdalnie proste i użyteczne, chętnie bym zobaczył i być może zbudował takie u siebie. Na razie grzeję palnikiem propan + tlen. Grzeje w kilka sekund, ale sporo ciepła ucieka.
Dzięki za te wszystkie rady - to prawdziwa " kopalnia wiedzy " dla początkującego. Okazuje się, że mam wszystkie potrzebne narzędzia, aby zacząć się w to bawić " na prawdziwie ".Maleus pisze: Pod blaszki palców w rękawicach stosuje się skórzany podkład, do którego elementy są nitowane - ot cały fenomen :-)
Mam tylko jedno pytanie techniczne dotyczące rękawic klepsydrowych, bo, nie do końca zrozumiałem.
Znaczy się, że pod knykciem każda z dwóch blaszek osłaniających palce jest oddzielnie przynitowana do skóry a na to wchodzi knykieć również przynitowany do skóry tyle, że już jego nitowanie jest widoczne z zewnątrz?
Aha i jeszcze pytanie dotyczące młotka drewnianego - czy watro się w niego zaopatrzyć mając już młotek gumowy ?
Tak, właśnie w ten sposób. Ważne jednak jest, aby blaszki były zaokrąglone i tym właśnie zaokrągleniem dość głęboko wchodziły pod knykieć. Inaczej przy zginaniu palców mogą powstawać przerwy, a to może być niebezpieczne. Ogólnie składanie palców do rękawic jest zajęciem bardzo żmudnym, warto się przyłożyć i dobrze dopasować blaszki, żeby całość wyglądała estetycznie i była przy tym funkcjonalna.Numlock pisze:
Znaczy się, że pod knykciem każda z dwóch blaszek osłaniających palce jest oddzielnie przynitowana do skóry a na to wchodzi knykieć również przynitowany do skóry tyle, że już jego nitowanie jest widoczne z zewnątrz?
Przy okazji, może ktoś wie, jak w latach 1380 - 1400 produkowano knykcie? :-) Datowanie można pominąć, interesuje mnie raczej specyfika wykonania: element był wyciągany na odpowiedniej kształtce od góry, czy może produkcja była bardziej przemysłowa - forma, odpowiedni bijak...?
Osobiście drewnianego młotka używam tylko do składania swojego straganu, w pracowni nie mam dla niego zastosowania.
W takim razie teraz trzeba tylko skombinować skądś skórzaną rękawicę i można zaczynać...
Odnośnie kucia to co polecilibyście na początek, tzn. tak, żeby moje skromne umiejętności początkującego podołały wyzwaniu ?
Jestem w trakcie kucia kleszczy płaskich, potem myślę o wykuciu krzesiwa średniowiecznego. A potem? Może norman ?
Odnośnie kucia to co polecilibyście na początek, tzn. tak, żeby moje skromne umiejętności początkującego podołały wyzwaniu ?
Jestem w trakcie kucia kleszczy płaskich, potem myślę o wykuciu krzesiwa średniowiecznego. A potem? Może norman ?
Rękawic klepsydrowych nie robi się na bazie skórzanej rękawicy. Poszczególne elementy łączy się odpowiednio dopasowanymi kawałkami skóry, do których później doszywa się wkład, ze skóry lub materiału.
Co do rzeczy do kucia - na początek poleciłbym naramienniki miseczkowe. Są bardzo proste, a można na nich poćwiczyć równanie powierzchni i szlifowanie. Potem można spróbować czegoś głębiej wyoblonego, np łokci albo kolan z liściem, gdzie można poćwiczyć robienie grani. Potem można już większe rzeczy. Ale ja np zaczynałem od napierśnika
W ogóle najtrudniejsze nie jest bynajmniej ukształtowanie danego elementu, ale wyrównanie go tak, żeby po szlifie powierzchnia była gładka, bez górek i dołków, które ja nazywam "kalafiorami". Najłatwiej to sprawdzić trzymając element pod światło - odbicia światła muszą być długie i jednolite, bez załamań. Każde załamanie to dołek albo górka na powierzchni; jak wypolerujesz takie coś na lustro, odbicie będzie wyglądało jak z gabinetu luster
Mały tip - robiąc elementy parami, typu naramienniki, rękawice, łokcie itp, rób zawsze dwa jednocześnie, a nie jeden po drugim, inaczej zawsze wyjdą Ci różne.
Co do rzeczy do kucia - na początek poleciłbym naramienniki miseczkowe. Są bardzo proste, a można na nich poćwiczyć równanie powierzchni i szlifowanie. Potem można spróbować czegoś głębiej wyoblonego, np łokci albo kolan z liściem, gdzie można poćwiczyć robienie grani. Potem można już większe rzeczy. Ale ja np zaczynałem od napierśnika
W ogóle najtrudniejsze nie jest bynajmniej ukształtowanie danego elementu, ale wyrównanie go tak, żeby po szlifie powierzchnia była gładka, bez górek i dołków, które ja nazywam "kalafiorami". Najłatwiej to sprawdzić trzymając element pod światło - odbicia światła muszą być długie i jednolite, bez załamań. Każde załamanie to dołek albo górka na powierzchni; jak wypolerujesz takie coś na lustro, odbicie będzie wyglądało jak z gabinetu luster
Mały tip - robiąc elementy parami, typu naramienniki, rękawice, łokcie itp, rób zawsze dwa jednocześnie, a nie jeden po drugim, inaczej zawsze wyjdą Ci różne.
Istnieją zatem jakieś porady dotyczące równania elementów? Najpierw w wewnątrz czy z zewnątrz?EO pisze:
W ogóle najtrudniejsze nie jest bynajmniej ukształtowanie danego elementu, ale wyrównanie go tak, żeby po szlifie powierzchnia była gładka, bez górek i dołków, które ja nazywam "kalafiorami". Najłatwiej to sprawdzić trzymając element pod światło - odbicia światła muszą być długie i jednolite, bez załamań. Każde załamanie to dołek albo górka na powierzchni; jak wypolerujesz takie coś na lustro, odbicie będzie wyglądało jak z gabinetu luster![]()
To zależy od tego, czy masz dołek, czy masz górkę. Górkę zbijasz od zewnątrz, dołek wyklepujesz od wewnątrz.
Oprócz oglądania pod światło drobne nierówności można także wyczuwać palcami - bardzo lekko dotykamy elementu opuszkami palców i przesuwamy po powierzchni, przy odpowiednim skupieniu da się wymacać w ten sposób każdego brzyda
Ale jest to bardzo trudne i czasochłonne, trzeba się przygotować, że równanie np napierśnika może zająć cały dzień.
Przy stalach gatunkowych niektóre rzeczy trzeba równać na gorąco, bo puknięcie w nierówność powoduje, że wyskakuje ona w innym miejscu.
W ogóle jako doskonały tutorial i skarbnicę wiedzy proponuję Ci filmy Erica Dube: http://www.youtube.com/user/SgtViktor
Ja je sobie pościągałem na dysk i oglądałem do znudzenia, podpatrując różne sprzęty i techniki. Polecam.
Oprócz tego w Internecie krążą w pdfach dwa podręczniki płatnerstwa: "Basic Armouring" Paula Blackwella oraz "Techniques of Medieval Armour Reproduction" Briana Price'a. Nie podaję linków, bo są do wyguglania. Moim zdaniem wiedzy tam zawartej nie należy traktować jako prawdy jedynej i objawionej, ale warto je przeczytać.
Oprócz oglądania pod światło drobne nierówności można także wyczuwać palcami - bardzo lekko dotykamy elementu opuszkami palców i przesuwamy po powierzchni, przy odpowiednim skupieniu da się wymacać w ten sposób każdego brzyda
Przy stalach gatunkowych niektóre rzeczy trzeba równać na gorąco, bo puknięcie w nierówność powoduje, że wyskakuje ona w innym miejscu.
W ogóle jako doskonały tutorial i skarbnicę wiedzy proponuję Ci filmy Erica Dube: http://www.youtube.com/user/SgtViktor
Ja je sobie pościągałem na dysk i oglądałem do znudzenia, podpatrując różne sprzęty i techniki. Polecam.
Oprócz tego w Internecie krążą w pdfach dwa podręczniki płatnerstwa: "Basic Armouring" Paula Blackwella oraz "Techniques of Medieval Armour Reproduction" Briana Price'a. Nie podaję linków, bo są do wyguglania. Moim zdaniem wiedzy tam zawartej nie należy traktować jako prawdy jedynej i objawionej, ale warto je przeczytać.
A teraz z innej beczki.
Otóż skończyłem dziś kuć szczypce kowalskie. Wszystko w miarę dobrze - jak na 1 raz - poszło. Niestety przyszła pora na nawiercenie otworów pod nity.... i z pierwszą dziurką w metalu o grubości 6-7mm męczyłem się jakieś 50 min wiertarką ( zwykłą, NIE stołową ).
Nie wiem dokładnie, ale czy stal po kuciu zawsze jest tak strasznie twarda? Słyszałem , że kucie utwardza , ale żeby aż tak? Już na sam wieczór jeszcze raz wszystko rozgrzałem do czerwoności i zostawiłem - odpuści się?
Otóż skończyłem dziś kuć szczypce kowalskie. Wszystko w miarę dobrze - jak na 1 raz - poszło. Niestety przyszła pora na nawiercenie otworów pod nity.... i z pierwszą dziurką w metalu o grubości 6-7mm męczyłem się jakieś 50 min wiertarką ( zwykłą, NIE stołową ).
Nie wiem dokładnie, ale czy stal po kuciu zawsze jest tak strasznie twarda? Słyszałem , że kucie utwardza , ale żeby aż tak? Już na sam wieczór jeszcze raz wszystko rozgrzałem do czerwoności i zostawiłem - odpuści się?
To normalna rzecz, zwykła ręczna wiertarka - jak już pisałem - ma za wysokie obroty, wiertło zamiast zdzierać stal ślizga się po niej, tępi i przypala. Nawet dobrej jakości wiertłem nie będzie Ci się wierciło dobrze, zawsze będziesz się męczył i mordował. Zamiast wiertarki spróbuj może użyć wkrętarki, jeśli masz, one mają dużo niższe obroty.