Zrobiłem dzisiaj próbne grzanie. Niestety wygląda na to, że chyba za bardzo się pospieszyłem - na spodzie pojawiły się (chyba cementowe) sople sugerujące pewnie, że woda jeszcze uchodziła. Pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło, a co ciekawe, poprzednie palenisko prowizoryczne zrobione w miednicy nie odstało nawet pełnych 24h, jak mu przywaliłem od razu żarem z grubej rury. Przyjęło to nieźle i dalej się trzyma. Nauczka, żeby nie lekceważyć wpływów pogodowych - tamto schło krótko, ale było ciepło, słonecznie i w miarę przewiewnie. To stało znacznie dłużej, co prawda wczoraj i dzisiaj było trochę przedmuchiwane suszarką, ale deszczowa aura i schnięcie w warsztacie przy małej cyrkulacji powietrze, robi diametralną różnicę. Niby oczywiste, ale wyglądało obiecująco już wczoraj, do tego sama konstrukcja (w przeciwieństwie do poprzednich) nie naraża zaprawy na bezpośrednie działanie największego żaru i miała więcej ujść do "obciekania" i schnięcia. Tymczasem do teraz nie było gotowe

Grzanie przerwałem, kiedy kawałek powierzchni elegancko odstrzelił. No cóż... Oględziny po wygaszeniu nie wykazały, żadnych poważnych powikłań poza tym odstrzelonym kawałkiem i soplami na spodzie. Odprysk nie był duży, więc jest tylko malutkie wgłębienie. Martwi mnie tylko kwestia, czy jak się zrobił spiek, a okaże się, że nie uciekła cała woda, to czy nie została tam uwięziona, a co za tym idzie czy strzelanie zaprawy będzie teraz towarzyszyło każdemu grzaniu... Jest szansa, że w dolnych partiach do spieku nie doszło, więc może nie ma tragedii.
Samo rozpalanie szło trochę opornie, bo drewno do rozpałki było wilgotne. Jak już chyciło, to dałem trochę węgla drzewnego i ładnie się zapaliło, więc przysypałem koksem. Niestety z czasem zaczęło przygasać. Do reanimacji ognia wystarczyło rozgarnąć kołderkę i sypnąć na słabnący żar trochę drzewnego i zasypać znowu koksem. Wtedy żar zrobił się już konkretny, ale nie wiem na ile trwały, bo zanim zdążyłem się przekonać, musiałem zacząć wygaszać.
Pionowe ścianki w bębnie jednak trochę utrudniają kwestię ładnego rozchodzenia się żaru - w środku mordor, a poza nim jakoś tak słabo. Może jak się dobrze rozhajcuje, to będzie to lepiej działać, na razie mam mieszane uczucia

Czy ktoś się orientuje czy jak już było grzane, to już jest po ptokach i po wystygnięciu normalnie grzać dalej mając nadzieje, że większość zamkniętej w porach wody już uleciało, czy warto jednak mimo wszystko poczekać i dać mu jakiś czas na ochłonięcie?
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.