Gwintowanie
Moderatorzy: Nomad, BANAN, Marcin, Nikiel
- Grzegorz K.
- Administrator
- Posty: 3867
- Rejestracja: 29 sie 2009, 12:21
- Lokalizacja: Ustka/Słupsk
Gwintowanie
Panowie orientujecie się jakimi metodami dawni kowale wykonywali połączenia gwintowane? Czy używali gwintowników podobnych do dzisiejszych? Temat jest ciekawy a niestety, przynajmniej mi, mało znany.
Czekam na wasze wypowiedzi w tej sprawie.
Czekam na wasze wypowiedzi w tej sprawie.

Sam sie zastanawiałem ostatnio, to ciekawe zadanie z punktu widzenia kowala - jak samemu zrobić gwintownik, śrubę, nakrętkę, nażynkę...
Myślę że najpierw bym zrobił śrubę(pilnikiem lub gniotąc gwint jakimś rylcem), potem przerobił ja na gwintownik, utwardził, potem nakrętkę a z nakrętki już łatwo zrobić nażynkę.
Trzeba by kiedyś spróbować
Ale jak to robili dawni kowale - nie mam pojęcia. Może używali tokarek? to są bardzo stare maszyny...
Myślę że najpierw bym zrobił śrubę(pilnikiem lub gniotąc gwint jakimś rylcem), potem przerobił ja na gwintownik, utwardził, potem nakrętkę a z nakrętki już łatwo zrobić nażynkę.
Trzeba by kiedyś spróbować
Ale jak to robili dawni kowale - nie mam pojęcia. Może używali tokarek? to są bardzo stare maszyny...
"kowal po to ma kleszcze żeby różne rzeczy trzymać"
Hmm, a może gdyby zrobił taka jakby srubę lecz z wyciętym kawałkiem, takim jak kawałek Pizzy na całej długości gwintu, takie jakby wiertło, i zrobił gwint jakims pilnikiem, potem dorobic do tego odpowiednio długą rączke, i można gwintowac.
Masz racje, ciekawe zagadnienie, można kiedys spróbowac wykonac takie coś.
Masz racje, ciekawe zagadnienie, można kiedys spróbowac wykonac takie coś.
z kwadratem to raczej nie przejdzie , wyjdzie wam wtedy gwint "czterowchodowy" - nie wiem czy to oficjalna nazwa , coś takiego jak śruba od prasy, Problemem jest to że taki gwint ma bardzo duży skok i raczej połączenie takowe nie będzie trzymać
Demokracja - ustrój w którym dwóch meneli spod budki z piwem ma dwa głosy, a profesor uniwersytetu jeden.
pytanie raczej jak wykonać srubę, zakladając że jej średnica będzie miala kilkanaście milimetrów to jaki musi być skok pojedynczego zwoju? Załóżmy 2 mm, i na takiej długości musisz upchać nie jeden ale cztery zwoje. Oczywiście jeśli gwint będzie odpowiednio niski to się tam zmieści , pytanie tylko ile taka śruba utrzyma. No i najważniejsze, trzeba skręcając pręt upilnować skok, bo pilnikiem to się raczej tego poprawić nie będzie dało
Demokracja - ustrój w którym dwóch meneli spod budki z piwem ma dwa głosy, a profesor uniwersytetu jeden.
Wytrzymałość będzie ok, bo śruby wielozwojne są bardzo mocne. Tylko skok będzie duży, więc i siła dociskania mniejsza. Mniejsze przełożenie.
Myślę że łatwiej będzie wytoczyć cóś. Budowa prymitywnej tokarki jest prosta jak sz...anie.
no i co z nakrętką???
Myślę że łatwiej będzie wytoczyć cóś. Budowa prymitywnej tokarki jest prosta jak sz...anie.
no i co z nakrętką???
"kowal po to ma kleszcze żeby różne rzeczy trzymać"
- ADALBERTUS
- Posty: 128
- Rejestracja: 03 mar 2010, 23:01
- Lokalizacja: Grodzisk Mazowiecki
- Kontakt:
Witam
to mój pierwszy post na Nowym Forum, więc przede wszystkim WITAAAAAAMM wszystkich Forumowiczów - głośno i dobitnie
A teraz do rzeczy.
Tradycyjny gwintownik kowalski był (bo musiał) być prosty jak przysłowiowa budowa cepa. Okrągły pręt przekuwa się na lekki stożek. Następnie pilnikiem nacina rowek po spirali - na oko, choć najstaranniej jak się da. Rowek jest okrągły a nie trójkątny jak we współczesnych gwintach metrycznych. Teraz zostaje już tylko opiłowanie ścianek owego stożka w taki sposób, aby miał przekrój trójkąta z zaokrąglonymi wierzchołkami. Mniej więcej 1/6 obwodu opiłowana, 1/6 okrągła, następnie opiłowana itd. Stożkowy kształt powoduje to, że gwint nacinamy stopniowo. Można tez dopasować średnicę gwintu do istniejącej nakrętki. Tym samym gwintownikiem robimy narzynkę: Robimy kwadratową płytkę z otworem. Otwór gwintujemy na maksymalną średnicę gwintownika. Potem przecina się jeden bok "narzynki", a w 2 - 3 miejscach nacina się tylko rowki tworzące ostrza gwintu. Przecięty bok ściskamy śrubą lub klinem - mamy regulację średnicy.
Można też było zrobić tzw "kielnię" czyli płytkę podobną do gwoździownicy. Kilka coraz mniejszych otworów nagwintowanych coraz mniejszą średnicą tego samego stożkowego gwintownika.
Niedokładności ręcznego nacinania gwintu niech Was nie przerażają - przy gwintowaniu wszystko się wyrówna po przejściu kilkunastu zwojów.
Pokłony
Wojtek Sławiński ADALBERTUS
to mój pierwszy post na Nowym Forum, więc przede wszystkim WITAAAAAAMM wszystkich Forumowiczów - głośno i dobitnie
A teraz do rzeczy.
Tradycyjny gwintownik kowalski był (bo musiał) być prosty jak przysłowiowa budowa cepa. Okrągły pręt przekuwa się na lekki stożek. Następnie pilnikiem nacina rowek po spirali - na oko, choć najstaranniej jak się da. Rowek jest okrągły a nie trójkątny jak we współczesnych gwintach metrycznych. Teraz zostaje już tylko opiłowanie ścianek owego stożka w taki sposób, aby miał przekrój trójkąta z zaokrąglonymi wierzchołkami. Mniej więcej 1/6 obwodu opiłowana, 1/6 okrągła, następnie opiłowana itd. Stożkowy kształt powoduje to, że gwint nacinamy stopniowo. Można tez dopasować średnicę gwintu do istniejącej nakrętki. Tym samym gwintownikiem robimy narzynkę: Robimy kwadratową płytkę z otworem. Otwór gwintujemy na maksymalną średnicę gwintownika. Potem przecina się jeden bok "narzynki", a w 2 - 3 miejscach nacina się tylko rowki tworzące ostrza gwintu. Przecięty bok ściskamy śrubą lub klinem - mamy regulację średnicy.
Można też było zrobić tzw "kielnię" czyli płytkę podobną do gwoździownicy. Kilka coraz mniejszych otworów nagwintowanych coraz mniejszą średnicą tego samego stożkowego gwintownika.
Niedokładności ręcznego nacinania gwintu niech Was nie przerażają - przy gwintowaniu wszystko się wyrówna po przejściu kilkunastu zwojów.
Pokłony
Wojtek Sławiński ADALBERTUS
"Quidquid agis, prudenter agas et respice finem"
- Grzegorz K.
- Administrator
- Posty: 3867
- Rejestracja: 29 sie 2009, 12:21
- Lokalizacja: Ustka/Słupsk