Nurtuje mnie takie pytanie
Moderatorzy: Nomad, BANAN, Marcin, Nikiel
Problem zapomnianych technik leży mi mocno na sercu. Im więcej umiem tym bliżej jestem przekonania że można robić wszystko tradycyjnymi metodami, praktycznie w takim samym tempie jak migomatem.
Trzeba jednak uczyć się, uczyć i jeszcze raz uczyć. To zajmuje czas.
Znam takiego jednego, który nawet przewleczenia robi za pomocą migomatu i szpachli... ręce opadają.
Helga - twoje prace sprawiają wrażenie robionych szybko - mimo użycia tradycyjnych technik, i to nadaje im lekkość. Praca nie może być wymęczona.
To jest temat rzeka, można by spokojnie napisać książkę.
Pół roku temu zdun stawiał mi piec. Mimo ponad 70 lat na karku, miał jedną robotę za drugą i narzekał że nie ma uczniów, bo robota ciężka.
ps. też pieczemy chleby
Trzeba jednak uczyć się, uczyć i jeszcze raz uczyć. To zajmuje czas.
Znam takiego jednego, który nawet przewleczenia robi za pomocą migomatu i szpachli... ręce opadają.
Helga - twoje prace sprawiają wrażenie robionych szybko - mimo użycia tradycyjnych technik, i to nadaje im lekkość. Praca nie może być wymęczona.
To jest temat rzeka, można by spokojnie napisać książkę.
Pół roku temu zdun stawiał mi piec. Mimo ponad 70 lat na karku, miał jedną robotę za drugą i narzekał że nie ma uczniów, bo robota ciężka.
ps. też pieczemy chleby
"kowal po to ma kleszcze żeby różne rzeczy trzymać"
- BANAN
- arcyweteran forum
- Posty: 6513
- Rejestracja: 30 sie 2009, 10:28
- Lokalizacja: Armaty pod Stoczkiem zdobywała wiara rękoma czarnymi od pługa
Pewnie złych nawyków nabrał w pierwszej lidze,gdzie oprócz kowali pracują też tokarze,spawacze i kilku pomocników do przytrzymania i szlifowania. Im też trzeba dać zajęcie. Gdyby kowale odwalili całą robotę, to co by oni wtedy robili?Grzesiek pisze: Znam takiego jednego, który nawet przewleczenia robi za pomocą migomatu i szpachli... ręce opadają.
Czytam wasze posty już kilka dni, i tak widzę że ciągle narzekacie że kasy z tego nie ma, ale myślę że jak ktoś się tym już zajmuje 20-40 lat i nadal żyje to ma co włożyć do garnka
. Ale myślę że wiem jak to jest, matka też prowadzi własny biznes i wiem ile o klienta trzeba się nastarać.
Swoją drogą co do klienteli zza granicy, czy ktoś z was myślał/zajmuje się eksportem własnych wyrobów? W przypadku bram i balustrad zapewne nie była by to prosta sztuka, ale część z was kuje też mniejsze elementy czy też broń/zbroje, nie ma zapotrzebowania z np Niemiec? Podejrzewam że mogli byście podnieść cenę a dla nich i tak by było taniej niż kupować produkt krajowy.
Swoją drogą co do klienteli zza granicy, czy ktoś z was myślał/zajmuje się eksportem własnych wyrobów? W przypadku bram i balustrad zapewne nie była by to prosta sztuka, ale część z was kuje też mniejsze elementy czy też broń/zbroje, nie ma zapotrzebowania z np Niemiec? Podejrzewam że mogli byście podnieść cenę a dla nich i tak by było taniej niż kupować produkt krajowy.
Masz rację. To anormalne. Zauważ jednak, że kowal 50 lat temu "obrabiał" wszystko w promieniu max 10 km. Tyle miał roboty, że dalej nie musiał a i też nie miał co robić, bo tam działał już inny kowal. Dzisiaj, sam powiedz jak daleko dojeżdżasz na montarz do klienta. Podejrzewam, że odległość 10 km to marzenie. Pewnie częściej jest 20, 30 a może i więcej. Co stoi na przeszkodzie wyjść jeszcze dalej. Więcej potencjalnych nabywców - większe prawdopodobieństwo, że coś sprzedasz. Tak myślę.
"Gdy trudu brak, maestrii brak"
Lipali
Lipali
- Grzegorz K.
- Administrator
- Posty: 3867
- Rejestracja: 29 sie 2009, 12:21
- Lokalizacja: Ustka/Słupsk
Czy kowale są czy ich nie ma, tego nie wiem chociaż w cale bym się nie zdziwił gdyby w niektórych krajach było ich naprawdę mało. Ale tak jak wspomniałem słowa swoje bardziej kieruje ku ludziom kującym broń i małe elementy, myślę że na takim e-bayu dało by rade opchnąć co nieco. A nawet jeśli są, roboczogodzina polska, tej niemieckiej czy angielskiej się nie równa, bo i wydatki na życie i standard mamy inny, tak więc podejrzewam że i produkt tańszy, a jak ktoś już tu zauważył i nie gorszy (a może i nawet lepszy?:) ) więc i bardziej konkurencyjny.
Poza tym jeśli chodzi o broń i zbroje to są dwie potencjalne grupy kupców (tak przynajmniej myślę, jako typowy polak - znawca wszelkich tematów, którymi się na codzień nie zajmuję
) Kolekcjonerzy - czyli w grę wchodzą drogie repliki. I grupy historyczne czy jakkolwiek się ci ludzie zwą. A to dość ograniczona klientela, ja osobiście nie widzę przeciw wskazań żeby szukać klienta z zagranicy, jeśli tylko płaci...no ale ja kowalem nie jestem temu pytam was co o tym sądzicie
.
Swoją drogą jeśli chodzi o małe ozdoby i tego typu rzeczy (może i brań?) to polecam taką stronę http://www.etsy.com
Poza tym jeśli chodzi o broń i zbroje to są dwie potencjalne grupy kupców (tak przynajmniej myślę, jako typowy polak - znawca wszelkich tematów, którymi się na codzień nie zajmuję
Swoją drogą jeśli chodzi o małe ozdoby i tego typu rzeczy (może i brań?) to polecam taką stronę http://www.etsy.com
Widzisz, ja w ten sposób zawsze się śmiałem z użytkowników sprzętu pewnej marki (a na wszelki wypadek nie będę wymieniał co by w pierwszy dzień postowania kogoś nie obrazić
) bo płacą za tandetni design 2x więcej jak u konkurencji za tej samej marki sprzęt, śmiałem się puki sobie nie uświadomiłem że jeleni na świecie jest wielu, nic tylko samemu zabrać się za sprzedawanie czegoś "trendy" i zgarnianie 2x tyle, ile powinieneś
.
Stronę zarzuciłem jako ciekawostkę i dowód na to że ludzie kupują i to za niemałe pieniądze, i to wcale nic takiego ciekawego (przynajmniej w większości, chociaż można tam i ciekawe prace znaleźć) także myślę że polski kowal dał by sobie na tym rynku rade bardzo dobrze.
Stronę zarzuciłem jako ciekawostkę i dowód na to że ludzie kupują i to za niemałe pieniądze, i to wcale nic takiego ciekawego (przynajmniej w większości, chociaż można tam i ciekawe prace znaleźć) także myślę że polski kowal dał by sobie na tym rynku rade bardzo dobrze.
Spora część mojego urobku jedzie za granicę i powiem szczerze, że widzę w tym przyszłość. Świat jest większy niż wygląda i wcale nie tak trudno coś tam sprzedać. Nie wchodzi w grę sprzedawanie za granicą drożej - ludzie nie są głupi i potrafią sprawdzić co gdzie i za ile. Przez krótki okres praktykowałem metodę "za granicę drożej o xx%", ale bardzo szybko trzeba było zrównać ceny.Javal pisze: Poza tym jeśli chodzi o broń i zbroje to są dwie potencjalne grupy kupców (tak przynajmniej myślę, jako typowy polak - znawca wszelkich tematów, którymi się na codzień nie zajmuję) Kolekcjonerzy - czyli w grę wchodzą drogie repliki. I grupy historyczne czy jakkolwiek się ci ludzie zwą. A to dość ograniczona klientela, ja osobiście nie widzę przeciw wskazań żeby szukać klienta z zagranicy, jeśli tylko płaci...no ale ja kowalem nie jestem temu pytam was co o tym sądzicie
